wtorek, 4 marca 2014

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Czasami lepiej jest ukrywać swoje uczucia.

„Widziałam ogień i widziałam deszcz
Widziałam słoneczne dni
Myślałam, że nigdy się nie skończą
Doświadczyłam samotnych czasów
Kiedy nie mogłam znaleźć przyjaciela
Ale zawsze wierzyłam, że znowu Cię zobaczę”
Dido- „Fire and rain”

                Weszłam powolnym krokiem do salonu, w którym nikt mnie najwyraźniej nie zauważył. Uprzednio zdjęłam kurtkę i buty, które zdążyły już się ubrudzić błotem, spowodowanym wiosennymi deszczami. Podczas tych wszystkich czynności, wzrok Lucy uporczywie mnie śledził. W końcu odezwałam się radosnym głosem:
-Hej wszystkim! Już wróciłam.
Automatycznie każdy się odwrócił i odpowiedział mi słowami tj.: „Co tak długo?”, „Siadaj i zjedz z nami”. A mnie interesowało tylko, o co chodzi Lucy. Podeszłam do stołu i przytuliłam Jessicę oraz Mike’a. Usiadłam naprzeciwko Lucy, sądząc, że może wtedy coś mi powie. Oczywiście musiałam odpowiedzieć na wcześniej zadane pytanie, na które tłumaczyłam, że chciałam pozwiedzać okolicę i zaczęłam wysławiać piękne krajobrazy tego miasta.
-Sama? –przerwała mi Lucy, a wtedy zaczęła świdrować mnie wzrokiem.
-Yy… Ze znajomym –zawahałam się nad odpowiedzią.
-O, a z kim? –zapytała ciekawska Jessica.
-Nie zna pani. Raczej nie zna –odpowiedziałam.
-Ronnie, mówiłam, żebyś nie mówiła do mnie pani. To tak.. Postarza –powiedziała śmiejąc się ze swoich słów.
-Podobasz mu się i tyle –rzuciła jakby na wiatr Lucy.
-Co?! –krzyknęłam nieświadoma jej słów.
-Ale problem jest w tym, że między „podobasz mu się”, a „kocha cię” jest spora różnica! –wykrzyczała mi w twarz.
-O co ci chodzi?! Rzucasz się jakbym była dilerem, a tymczasem ja tylko z nim rozmawiałam! –odpowiedziałam jej, krzycząc.
-Po prostu nie chcę, żebyś robiła sobie nadzieje. Niczego sobie nie wyobrażaj, bo zawsze się rozczarujesz. Zawsze –mówiła coraz bardziej szeptem, a ostatnie słowo wypowiedziała prawie niedosłyszalnie.
-Co masz na myśli? –zapytałam równie cicho.
-Ludzie się nie zmieniają, Ronnie. Nigdy –szepnęła, po czym wbiegła na górę.
-Powinienem z nią porozmawiać. W końcu to moja siostra –powiedział Leon. –Spokojnie, będzie dobrze –dodał widząc mój strach.
-Nie to ja z nią porozmawiam. Naważyłam piwa, to teraz muszę je wypić –powiedziałam, klepiąc go po ramieniu.
-Tylko bez alkoholu mi tutaj –powiedziała mama Leona oraz Lucy, próbując rozładować sytuacje.
                Wchodzę powoli schodami, nie wiedząc, jakich odpowiedzi mogę się spodziewać. O co chodzi jej z tym, że ludzie się nie zmieniają. Tylko dzięki tej rozmowie mogę się dowiedzieć. Stopień wyżej, więcej wątpliwości czy zrozumiem jej ból i smutek. W końcu weszłam na piętro, z którego słychać było cichy szloch. Postanowiłam podążać za tym głosem. Dotarłam pod drzwi, które jeszcze lekko chybotały się na boki, gdyż gwałtownie otwarte, rozpędziły się. Na łóżku zwinięta w kłębek, leżała zapłakana blondynka. Podeszłam do niej powolnym krokiem i powiedziałam:
-Przepraszam.
Podniosła się do pozycji siedzącej, jednak nadal nie przestała płakać.
-Wiesz, kiedy powiesz mi, co się stało, może cię zrozumiem –zaproponowałam. –Nie musisz mówić wszystkiego, powiedz tylko tą namiastkę całej historii, przez którą jesteś smutna –mówiąc to zaczęłam gładzić ją po plecach.
-Ja.. Ja.. –próbowała powiedzieć, spazmatycznie oddychając.- Ja powiedziałam mu, że go kocham. A on po prostu odszedł bez słowa. Kiedy wrócił, zapomniał o mnie zupełnie, tak jakbym nigdy nie istniała. Wiesz, co w tym najgorsze. Każdego dnia musiałam patrzeć jak całuje coraz to inną laske. Za każdym razem bolało coraz mocniej. A kiedy dyrektor pochwalił go przed całą szkołą, on nie powiedział ani słowa o dziewczynie, która z miłości, kazała mu pójść na ten głupi casting. Jaka ja byłam głupia, kiedy się w nim zakochałam –wydukała płacząc.
-Ponoć rany goją się z czasem. Niekiedy jednak z upływem czasu pogłębiają się. Tylko od nas zależy jak głębokie będą. Musimy sami znaleźć lekarstwo lub plaster, który zaklei dawną krzywdę. Widzisz czasami jedynym lekarstwem jest zmierzenie się z problemem. Musimy pokonać demony przeszłości, które wyolbrzymiają nasz strach. Otóż problemem nie jest problem, ale problemem jest nastawienie do problemu. Trzeba w końcu zaszyć te rany, prawda?
Pokiwała twierdząco głowo, po chwili mówiąc ochrypniętym głosem:
-Tylko jak zacząć?
-Ja już ci pomogę, ale bądź jutro gotowa o piętnastej, dobrze? –znów pokiwała twierdząco głową. –Gniewasz się jeszcze?
-Nie, ale uważaj, bo to nie wszystko. On zrobił coś okropnego. On za…
-Nie chcę słuchać. To mi już wystarczy –przerwałam jej.
Przytuliłam ją i powiedziałam:
-Wszystko będzie dobrze.
-Mogłabyś zostawić mnie samą –spytała.
Wychodząc zobaczyłam, że znów zaczyna płakać, ale mam nadzieję, że to już nie przez dawne problemy, tylko strach przed tym, co wymyślę.

✪✪✪✪✪✪

                Wskazówki zegara przesuwały się niemiłosiernie wolno. W końcu, nadeszła czternasta, a co za tym idzie musiałam wyciągnąć Lucy z domu. Po moich strasznie długich namowach, wreszcie wyszła. Zaprowadziła mnie na przystanek, a tam czekałyśmy na autobus. Wsiadłyśmy, ale Lucy przez całą drogę pytała się mnie, co wykombinowałam. Ja oczywiście siedziałam cicho jak mysz pod miotłą. Autobus przyjechał na wyczekiwany przez nas przystanek Town Hill. Następnie przewiązałam jej oczy chustką i zaprowadziłam pod wskazany przez Liama adres. Kiedy już byłyśmy na Dixon Street odwiązałam jej oczy, a z jej twarzy nie można było wyczytać żadnych emocji.
-Serio? Wyciągnęłaś mnie taki kawał tylko, żeby zobaczyć chińskie sklepiki –powiedziała ze znużeniem w głosie.
-Nie, to jeszcze nie to.
                Rozejrzałam się dookoła wypatrując chłopaka z zaczesaną grzywką na kilometr do góry. Przepychałam się przez tłum różnorodnych narodowości, ciągnąc za sobą Lucy. Wreszcie doszłam na koniec uliczki, bez rezultatów moich poszukiwań. Spojrzałam na zegarek. Jest piętnaście po piętnastej. Dlaczego ten gamoń się spóźnia. Zostawiłam Lucy w ostatnim barze na Dixon Street, a sama udałam się na poszukiwania Liama. Idąc po nieznanej mi ulicy, usłyszałem odgłosy walki, która najwyraźniej rozgrywała się tuż za rogiem. Jak na takie chwile przystało. Trafiłam na jakieś odludne miejsce Sydney. Wyjrzałam zza ściany, a tam zobaczyłam Liama tłukącego się z jakimś chłopakiem. Bezstronnie mówiąc Liam po prostu łoił mu skórę. Chłopak miał całą twarz we krwi, a jego koszulka była w podobnym stanie. Usłyszałam głos brązowookiego, wygrażający mu coś. Wolałam nie wnikać o, co chodzi. Kiedy usłyszałam kroki zbliżające się w moją stronę, bezszelestnie pobiegłam do Lucy.
                Co on tam robił? Może to Lucy chciała mi powiedzieć, a ja po prostu przerwałam. Co jeśli on ją bił? Nie, nie mogę dopuszczać do mnie takich myśli. Przecież on nie wygląda na takiego, co bije. Ale ludzi nie ocenia się po pozorach. Zapytam się go. Nie mogę, co jeśli się wścieknie, a mi dostanie się tak jak tamtemu chłopakowi. Co jeśli Liam go zabił?
                Myśląc o tym wszystkim siedziałam przy stoliku, w jakiej chińskiej knajpce, popijając dziwne coś, co poleciła mi Lucy. Nagle zobaczyłam, że z rogu, z którego przed chwilą wybiegłam, wychodzi Liam. Nie miał żadnych śladów krwi, czy czegoś, co oznaczałoby wcześniejszą bójkę. Może mi się przewidziało. Może to nie był on. Usłyszałam dźwięk odsuwającego się krzesła. Najwyraźniej Lucy próbowała uciec, ale ja też wstałam i zatrzymałam jej zamiary. Swoje niezadowolenie wyraziła cichym jękiem, ale widząc moją minę zabójcy numer osiem grzecznie z powrotem usiadła. Wkrótce potem Liam zauważył nas i przywitał się. Kiedy ujrzał Lucy, nie zmienił tonu głosu, ale Lucy jak mała dziewczynka odburknęła cicho. Na kilometr czuć było napięcie między nami. W końcu odezwałam się:
-Wy musicie to sobie wyjaśnić na spokojnie. Ja teraz się oddalę, a wszystko omówicie. Kiedy wrócę macie być już pogodzeni.
Odeszłam, ale oni nadal milczeli. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży.


 ...............................................
Pewnie mówicie: "Kurcze, jakikiś koniec świata, że dodała rozdiał". Otóż, jeszcze nie. Dodałam tak szybko, bo chora jestem. Mam nadzieję, że się spodobał. Mi osobiście zaimponowałam tym fragmentem co Ronnie chce pocieszyć Lucy. No i jeszcze ta gadka przy stole. A jakie jest wasze zdanie?
Pozdrawiam xoxoox
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz