czwartek, 27 lutego 2014

ROZDZIĄŁ PIĄTY

Warto marzyć!

„Może jesteś powodem,
 dla którego wszystkie drzwi są zamknięte
Więc możesz otworzyć jedne,
 które poprowadzą cię idealną drogą”
Katty Perry- „Firework”

                Pomarańczowa poświata zachodzącego słońca spowiła całe Sydney. Ptaki przyleciały z ciepłych krajów i zaczęły zakładać gniazda, potrzebne do wychowywania potomstwa. Ich przepiękne rozbrzmiewający śpiew słychać w całym mieście. Nie zwracałam na to zbytniej uwagi, gdyż byłam pochłonięta rozmową z Liamem. Postanowiłam, że rozmowę zaczniemy na luzie, a potem przejdzie niepostrzeżenie do interesującego mnie tematu. Powoli dowiadywałam się ciekawych faktów z jego życia. Oczywiście musiałam się odwdzięczyć. Powiedział mi, że ma uczulenie na truskawki, a ja mu odpowiedziałam, że lubię czasem śpiewać do szczotki, kiedy nikogo nie ma w domu. Następnie zaczął mówić, że kiedy był mały bał się makaronu, a ja mu przerwałam śmiejąc się. Żeby się nie obraził, powiedziałam mu, że kiedy miałam cztery latka próbowałam zjeść gumową kaczkę. On na to, że parę lat temu ubierał tylko ciuchy ozdobione paskami. Powiedziałam mu też, że zaraz po urodzeniu miałam przeszczep serca, a on odpowiedział, że już od paru lat żyje bez jednej nerki. Spytałam go o powód, a on odpowiedział, że chciał się popisać przed znajomymi jadąc na motorze i wtedy popełnił jeden błąd. Mianowicie zderzył się z rozpędzonym samochodem. Skojarzyło mi się to z pewnym zdarzeniem z mojego życia, ale wolałam przemilczeć tą sprawę. To nie był odpowiedni moment.
                Wprawdzie chciałabym pójść gdzie indziej, ale Liam nie dał mi wyboru, idąc przed siebie nie oglądając się czy idę. Dotarliśmy nad rzekę, a następnie usiedliśmy pod drzewem. Podczas tej pory roku drzewa zaczynają kwitnąć, a kwiaty wydają pierwsze pąki. Już czuć wiosnę, którą strasznie lubię.
                Mój zachwyt nad otaczającym mnie światem, przerwał Liam machając mi czymś przed twarzą. Kiedy się dokładniej przyjrzałam ujrzałam naszyjnik, który zaginął mi niedawno. Na srebrnym, metalowym wisiorku wisiała złota obrączka. Na obrączce widnieje napis: „Warto marzyć!”. Zachłannie wyciągnęłam rękę, żeby wziąć naszyjnik, ale Liam sprzątnął mi go z przed nosa. Po czym powiedział:
-Najpierw powiedz mi, co on oznacza.
-Ja cię wyciągnęłam, więc ty mi powinieneś pierwszy odpowiedzieć na pytanie –uniosłam brwi w zachęcie.
-No to pytaj! –odrzekł z uśmiechem.
-Co się stało pomiędzy tobą a Lucy? –zapytałam pewnie.
-Jaką Lucy? –zapytał. „Jeszcze głupio się pyta.” –pomyślałam.
-Jaką Lucy? –przedrzeźniłam go.- Blondynka, nie wysoka. Przyjaźniliście się parę lat temu.
-Aa… Kojarzę. Byliśmy przyjaciółmi. Potem..
-A potem zostawiłeś ją dla sławy i pieniędzy –dokończyłam za niego.
-To nie tak. Ona… Powiedziała coś i to zachwiało naszą przyjaźń. Chciałem to przemyśleć, ale ten X-factor… I wszystko się pogmatwało. Po prostu nie miałem czasu –odpowiedział, co jeszcze bardziej zwiększyło moją ciekawość.
-A teraz wszyscy się zmieniliśmy –powiedział ospale.
-Lucy nie jest wszyscy i nie nazywa się każda. Powinniście sobie dać szansę, bez względu na przeszłość- powiedziałam pewnie.
-Teraz nie da się już nic naprawić –powiedział ze smutkiem.
-Zawsze jest szansa. Wiem! Spotkacie się jutro z Lucy i wszystko omówicie –powiedziałam z euforią w głosie.
-W sumie, to nie jest taki zły pomysł. Może by tak w Chinatown? –zapytał Liam.
-To wy macie tutaj chińską uliczkę? A tak właściwie to gdzie to jest? –spytałam, robiąc wielkie oczy.
-Wsiadasz w kolej miejską, potem wysiadasz na stacji Town Hall i kieruj się na lewo od Darling Harbour. A dokładniej na Dixon Street. To prostsze w praktyce –dodał, kiedy zobaczył moje szeroko otworzone oczy ze zdziwienia.
-Ja już powiedziałem ci to, co chciałaś, więc teraz twoja kolej. Co oznacza ten napis, ogólnie cały naszyjnik? –zapytał.
-To długa historia…
-Mam czas –przerwał mi.
-Kiedy miałam osiem lat, mój ojciec umarł, a matka odeszła. Nie zostało mi prawie nic z okresu, kiedy jeszcze żyli, oprócz tego naszyjnika. Kiedyś matka opowiadała mi, że warto spełniać marzenia, dążyć do spełniania wyznaczonych celów, zrobić wszystko, żeby być szczęśliwym. Po prostu nauczyła mnie, że kiedy wszyscy nas zostawią, mamy marzenia, które pozostaną z nami na zawsze. Może to głupie, ale jest to chyba moje jedyne wspomnienie związane z matką. W moje siódme urodziny, przekazała mi ten naszyjnik. Pamiętam, że nie rozstawała się z nim. Wyjaśniła mi też, że ta obrączka jest w naszej rodzinie od dawna. Taka pamiątka, rozumiesz? Nie chciałabym jej stracić. Tak więc, oddasz mi ją, proszę! –powiedziałam na jednym wdechu.
-Jasne, ale jeszcze jedno pytanie –odpowiedział z uśmiechem.
-No…
-Masz jakieś marzenia?
-Yy… Chcę zostać tu na zawsze –odpowiedziałam, trochę nieszczerze na pytanie.
-A, tak na serio? Musisz mieć jakieś inne marzenie –oznajmił, zdeterminowany Liam.
-Chciałabym, kiedyś w przyszłości założyć zespół. Gralibyśmy jakieś znane i lubiane piosenki, a kasa z koncertów szłaby na różnego rodzaju fundacje. A teraz śmiej się, przecież wiem, że to niemożliwe!
-Da się zrobić, tylko daj mi trochę czasu –powiedział ze spokojem, wpatrując się w horyzont.
-Co?! Nie prosiłam, żebyś to robił, dlaczego? Znaczy, nie mam nic przeciwko temu, ale dlaczego to robisz? Przecież to dopiero nasza druga rozmowa.
-Sama mówiłaś, że trzeba spełniać marzenia –powiedział z uśmiechem na twarzy, który prawie zwalił mnie z nóg.
-Ale tak to muszę coś zrobić w zamian, chociaż i tak wiemy, że to się nie uda.
-Nie wierzysz we mnie?! Pan Carter potrafi zrobić wszystko –zaczął bronić swojego pomysłu, trochę egoistycznie, ale zaczął go bronić.
-No, dobrze.. A co powiesz na to? W zamian nauczę cię matmy –powiedziałam z wielkim entuzjazmem.
-Na pewno ci się uda –prychnął.
-Chcesz się założyć?! Pani Miller potrafi wszystko –zaczęłam go udawać.
-Okay, to może pierwsza lekcja, pojutrze o dziewiątej –zaproponował.
-Jasne, mi pasuje.
                Nagle mój telefon zadzwonił, oznajmiając mi, że dostałam sms’a. Leniwie otworzyłam plecak i zaczęłam szukać komórki. Zajęło mi to sporo czasu, gdyż była na samym dnie. Odblokowałam ją, skomplikowanym ruchem i spojrzałam na wyświetlacz telefonu.

Od: Lucy
Gdzie jesteś? Rodzice martwią się!!


Czytając to przewróciłam oczami, ale szybko jej odpowiedziałam.

Do: Lucy
Już idę, zaraz będę!


                Włożyłam telefon do kieszeni, a mój nastrój zmienił się na o wiele smutniejszy. Nie lubię jej okłamywać. Kiedy to robię, zawsze czuję ukłucie w sercu. Dziwne uczucie. Powinnam zrobić coś z naszymi relacjami, nie chcę, żeby coś się zmieniło. Tak, więc postanowione. Porozmawiam z Lucy, a następnie ją przeproszę. Lub na odwrót. Zależy jak sytuacja się ułoży.
-Uśmiechnij się –powiedział zachęcająco Liam.
Dlaczego mam się uśmiechać. Bo właśnie uświadomiłam sobie, że przez moją głupotę obraziłam przyjaciółkę, że nie powinnam tutaj być.
-Nie mam powodów –burknęłam.
-Trudna jesteś –powiedział z uśmiechem.
-Inna od reszty, co nie? –zagadnęłam, czując się trochę urażona jego wypowiedzią.
-Tak, wyjątkowa –powiedział, a moje policzki zaczęły płonąć.
Spojrzałam w jego czekoladowe oczy i uśmiechnęłam się. Czy właśnie tak ludzie czują się w niebie? Albo tak jak powiedział Step: „Co najmniej trzy metry nad niebem”.
                Nagle przypomniałam sobie o sms-esie Lucy. Powinnam iść. Mruknęłam ciche: „Dziękuje za rozmowę, do jutra”. Już miałam odchodzić, ale poczułam jak Liam złapał mnie za ramiona i obrócił mnie tak, że nasze twarze dzieliły centymetry.
-Przekonaj Lucy. Wszyscy powinniśmy sobie wybaczyć –szepnął.
-Oczywiście, ale naprawdę muszę już iść –odszepnęłam.
Mimo moich słów stałam tam przez dłuższą chwilę, ale wiedziałam, że kiedyś będę musiała iść. Odwróciłam się, ale mój mózg szepnął mi: „Co ci szkodzi? Przecież żyje się tylko raz!”. Na te słowa odwróciłam się i pocałowałam Liama w policzek. Ostatni raz uśmiechnęłam się do niego i pobiegłam na przystanek. On odwzajemnił uśmiech.
Szybko pobiegłam na przystanek autobusowy i na szczęście zdążyłam na ostatniego busa, który jechał dzisiejszego dnia. Rozpromieniona weszłam do pojazdu i zajęłam jedno z wolnych miejsc. Siedząc wpatrywałam się w okna, za którym rozciągały się przepiękne widoki. To niesamowite, jaką czułością otaczają się ludzie w tym mieście. Jeszcze przed chwilą widziałam jak mały chłopczyk podbiegł do staruszki i pomógł jej nieść zakupy. Ulicę dalej szła dziewczyna z gromadką psów, którymi się zapewne opiekowała.
                Moją głowę znowu zaprzątał widok czekoladowych oczu. Powinnam się uspokoić. Jutro nadejdzie dzień, w którym rozstrzygnie się konflikt pomiędzy Liamem, a Lucy, albo i nie. Muszę mieć nadzieję, że się uda, a ona mu wybaczy. Lecz najdziwniejsze jest to, że on chce spełnić moje marzenie. Ciekawe, co z tego wyniknie.
                Bus zatrzymał się na ulicy, przy której aktualnie mieszkałam. Szybko podbiegłam do domu Curtisów. Wytrzepałam buty przed domem i weszłam cichutko do budynku. W salonie cała rodzina jadła kolacje, a Lucy ewidentnie miała czerwone oczy i twarz spuchniętą od płaczu.





...................................
I jak? Podobało się? Ostatnio się nie odzywacie, już się Wam nie podoba opowiadanko.
Jak sądzicie co Lucy powiedziała kiedyś Liamowi, odpowiedzi piszcie w komentarzach!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje

2 komentarze:

  1. Hej, wybacz, że dopiero teraz komentuje, ale nie byłam prawie od miesiąca w morzosferze. A więc... CUDOWNY ROZDZIAŁ! Bardzo mi się podobał i mam nadzieję, że następny pojawi się szybko :D
    No i zapraszam do mnie na rozdział po miesiącu przerwy. Liczę na szczery komentarz, bo takie są dla mnie najważniejsze. " - Poczekaj! – wrzasnęłam, a kiedy znaleźliśmy się w przeciwnej orientacji zarzuciłam ramiona na szyję chłopaka mocno się w niego wtulając. Zdezorientowany także objął mnie mocno w talii – jestem ci dozgonnie wdzięczna – wyszeptałam. I trwaliśmy w owym uścisku z pięć, może dziesięć minut, aż wreszcie oderwałam się od niego i ..." http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/ xx Niewierna @YourLittleBoo1

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest to opowieść napisana spontanicznie, z całkowitego braku laku...
    Jej główna bohaterka - Bree to szalona dziewczyna, która dla spełnienia marzeń potrafi poświęcić wszystko. Stawka jest wysoka, ryzyko podobnie, ale pomoc zawsze niosą osoby trzecie, cha! Nie tyle pomoc, co spustoszenie. Jak potoczą się losy prawie osiemnastoletniej wariatki, kogo napotka na swojej drodze do sukcesu i czy konsekwencje nie przekreślą całości? Czy można być w dwóch miejscach na raz, być dwoma osobami na raz? Czy można zmieniać maski, niczym rękawiczki, nawet przed samym sobą grając? A nawet jeśli, to jak długo?! Nieszczera, niewierna, nieidealna... Ale zawsze i na zawsze silna, przesączona ambicją - Britania Hitchcock - aktorka, uciekinierka, pisarka, najjaśniejsza z gwiazd, oraz oni... One Direction...
    http://zawsze-celuj-w-ksiezyc.blogspot.com/
    Zapraszam na niedługi prolog :)
    @YourLittleBoo1

    OdpowiedzUsuń