Kiedy dorastamy, przestajemy wierzyć
w bajki…
„Nie mógłbyś nic powiedzieć
Nic nie możesz zrobić
Nie ma innego wyjścia, gdy prawda wychodzi na jaw
Więc trzymaj się
Ponieważ wiesz, że poradzimy sobie, poradzimy sobie”
Nic nie możesz zrobić
Nie ma innego wyjścia, gdy prawda wychodzi na jaw
Więc trzymaj się
Ponieważ wiesz, że poradzimy sobie, poradzimy sobie”
Avril
Lavigne- „Keep holding on”
Sok z gujawy jest
niesamowity. Nie do określenia, ale niesamowity. Wkrótce po rozmowie z Lucy, w
której streściła mi ich moment pogodzenia, przyszedł rozradowany Leon.
-Co się tak szczerzysz? –zapytałam.
-Mam jej numer –odpowiedział z uśmiechem.
Wywróciłam
oczami, teatralnie wzdychając. Za chwilę zaczęłam się na niego namolnie
patrzeć, co było trudne, gdyż słońce świeciło mi w oczy.
-Ale ty jesteś głupi –powiedziała, śmiejąc się Lucy.
-Jestem głupi, bo załatwiam Ronnie ludzi do kapeli –dodał, siadając na
krześle.
-Po co nam kelnerka? –zapytałam.
-Ja w porównaniu do ciebie zauważyłem, jak występowała na scenie w tej
knajpie –odpowiedział.
-No to… Dobrze –powiedziałam zdziwiona.
-Zatkało? –powiedział popijając sok.
Kiedy byłam małą
dziewczynką ciocia czytała mi często bajki. Zazwyczaj wcielałam się w
księżniczkę, która spotykała swojego wymarzonego księcia. W bajkach łatwo jest
rozpoznać złego człowieka. Nosi on zazwyczaj czarną pelerynę, ma podkrążone
oczy i potargane, wypadające włosy. Kiedy urosłam zauważyłam, że wymarzony
książę nie istnieje. Raczej wymarzony książę jest tylko maską złego człowieka.
Nawet nie wyobrażam sobie jak może czuć się oszukana księżniczka. Jak może czuć
się Lucy?
Patrzę przed
siebie i wiedzę coś co mnie bardzo rozłościło. Pewnym krokiem szedł w naszą
stronę Jack z jakąś plastikową, pofarbowaną na różowo dziewczyną, która lepiła
się do niego. Dziewczyna miała zdecydowanie za krótką spódniczkę i za duży
dekolt, o ile można to było nazwać bluzką.
Spojrzałam na
Liama, który uśmiechnął się widząc zbliżającą się parę. Mam nadzieję, że tak
naprawdę nie myśli o nich.
Nagle zobaczyłam,
że przyspieszyli kroku widząc nasz stolik. Stali tuż za Lucy, a ona nieświadoma
piła sok.
-Mm… Liam dwie naraz? Nieźle.
Lucy odwróciła
głowę i od razu jej oczy rozbłysły od łez. Liam wstał, głośno szurając
krzesłem. Chyba już znam zakończenie tej sytuacji.
-Nigdy nie wiesz kiedy się zamknąć, Hudson!
-O… Ktoś tu się zdenerwował –powiedział ze spokojem Jack.
To się nie
skończy dobrze. W każdym bądź razie albo ja go uderzę, albo Liam. Pewne jest,
że Jack i Lucy się rozstaną, a ona wybuchnie płaczem. Jakiś cichy głosik w
mojej głowie mówi mi, że ta plastikowa dziewczyna jeszcze namąci w moim życiu.
I to bardzo. Ale nie będę się tym przejmować, bo to tylko cichy głosik. Na
razie zastanawiam się jak Jack może być takim kretynem.
-Jak mogłeś? Ja ci zaufałam, a ty… Ty to po prostu wykorzystałeś. Dla
mnie już znaczysz mniej niż zero –powiedziała łamiącym się głosem, Lucy.
-Koniec czego? Czegoś czego tak naprawdę nigdy nie było? –wyszeptała
Lucy ostatkiem sił, po czym zaczęła iść w stronę najbliższego przystanku.
To najwyraźniej
przeważyło szalę. Zaraz po wypowiedzeniu tych słów, Liam rzucił się na Jack’a. Ten
nie był mu dłużny i już po chwili pięść kretyna walnęła Liama. Żaden z nich nie
chciał przegrać, więc żaden nie przestał bić drugiego. Taki trochę Armagedon.
Krew zaplamiła ich koszulki, a „widownia” tego „przedstawienia” sięgnęła po
telefony. Jestem pewna, że policja zaraz przyjedzie. Wtedy będą chcieli
wiedzieć jak do tego doszło. Czyli będą szukać świadków, a ja i plastikowa
dziewczyna jedyne wiemy jak do tego doszło. Lecz plastik sobie gdzieś poszedł,
więc jestem jedynym świadkiem. Czyli mogę troszeczkę nagiąć rzeczywistość, żeby
policja była po stronie Liama.
Jak pomyślałam
tak się stało. Z oddali już można było usłyszeć ryk policyjnej syreny.
Wypłoszyło to sporą grupę ludzi z Chinatown, co nie ucieszyło zbytnio
właścicieli restauracji i sklepików. Zza rogu wyjechały dwa radiowozy, a w nich
siedziało po trzech policjantów w każdym.
Spojrzałam na
chłopców, którzy na chwilę przerwali bójkę. O dziwo, kretyn chciał uciec. Lecz
ręka Liama powstrzymała go. Właśnie w tej chwili radiowóz zatrzymał się przed
nimi, a policjanci wyskoczyli z niego i rozdzielili chłopców.
-Co tu się dzieje! –wykrzyczał jeden z nich przez megafon.
Jak mała
dziewczynka w przedszkolu, podniosłam rękę. Policjant skinął głową, żebym
mówiła. Kiwnęłam ręką, żeby rzucił mi megafon. Na początku wydał się zły, ale
rzucił mi go.
-Uwaga! Uwaga! Ten, który stoi tam –wskazałam na Jack’a –rzucił się na
tego tam –wskazałam na Liama. –Przecież musiał się bronić.
-Zabierać tego tam –wskazał na kretyna. –Nazwisko!
-Jack Hudson! –wykrzyczał, plując krwią.
-Jack Hudson?! –zapytał policjant.
-Tak jest, sir! –odpowiedział mu.
Policjant z
megafonem w ręku wszedł do radiowozu i zaczął szukać czegoś w schowku. Skupiony
wyjął z auta teczkę i dokładnie czytając ją, przeglądał kolejne kartki aż
znalazł szukaną rzecz. Zwycięskim wzrokiem spojrzał na Jack’a.
-Panie Hudson, widzę, że powinien pan bardziej uważać! Takie wybryki
nie są dobre w ucieczce przed sprawiedliwością! –krzyknął zbliżając się do
kretyna.
-Nie wiem o czym pan mówi –odparł ze spokojem Jack.
-Panie i panowie! Jack Hudson jest poszukiwany w Ameryce Północnej we
wszystkich stanach! A teraz uwaga! Powodem jest… Werbel! –kelner jednej z knajp
zaczął stukać widelcem o stolik. –Jack Hudson jest dilerem!
Lubię
niespodzianki, ale żeby aż takie. Dobra, wzięłam kilka razy, ale nie jestem
dilerem. Nie namawiam ludzi do zniszczenia sobie życia. To c h o r e.
-Czy przyznaje się pan do zarzucanego czynu! Masz prawo milczenia!!
–krzyknął policjant.
-Tak! –wykrzyczał Jack i zaczął się wariacko śmiać.
Policjant
trzymający go, zaprowadził Jack’a do radiowozu uprzednio zakładając mu kajdanki.
Wszyscy zamilkli, a przerażającą ciszę przerywał tylko śmiech aresztowanego. I
nagle przypominam sobie słowa Joker’a: „Przestaliśmy
szukać potworów pod naszymi łóżkami, gdy zrozumieliśmy, że one są w nas”.
-Nie trzeba się było tak rzucać –powiedziałam, przejeżdżając
ręcznikiem po jego poplamionym krwią policzku.
-Nikt oprócz mnie nie może się śmiać z Lucy –powiedział ze spokojem.
-Wow! Jakie to odważne –„Czujecie ten sarkazm” -pomyślałam.
-Korki jeszcze aktualne? –zapytał.
-Oczywiście. O ile nie zaśpisz –powiedziałam pewnie.
-Właśnie o to się martwię –wyszeptał z uśmiechem.
-To już twój problem! –krzyknęłam, zwracając na nas uwagę przechodniów.
-A nie moglibyśmy tego przełożyć na dwunastą? –zapytał klęcząc.
-Nie! –krzyknęłam, na co wszyscy zaczęli buczeć.
-To może u mnie. Przynajmniej nie będę musiał wcześniej wstać
–zaproponował.
-Okay –powiedziałam, na co wszyscy zaczęli klaskać.
-Teraz muszę już iść, żeby się na jutro wyspać –powiedziałam, przedrzeźniając
go.
-To dobranoc! –krzyknął.
✪✪✪✪✪✪
Dzisiaj
na niebie nie świecił księżyc. Każdy z nich miał ten sam sen. Każdy z nich
myślał o Lucy. Każdy z nich miał w głowie jedną myśl.
Od dzisiaj serce dziewczyny będzie
tajemniczym ogrodem, a jego ściany będą bardzo wysokie.
................................
Witam!
Długo mnie nie było, ale teraz będę częściej
Obiecuję
Mam nadzieję, że rozdział się podoba
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje



Świetny rozdział. Cudownie się czytało. Dziękuję za informację o nim, jesteś cudowna xx
OdpowiedzUsuńO matko!
UsuńChyba się czerwienię!!
<3
Dzięki i na pewno zajrzę :)
OdpowiedzUsuń