środa, 16 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ ÓSMY

Kiedy dorastamy, przestajemy wierzyć w bajki…

„Nie mógłbyś nic powiedzieć
Nic nie możesz zrobić
Nie ma innego wyjścia, gdy prawda wychodzi na jaw
Więc trzymaj się
Ponieważ wiesz, że poradzimy sobie, poradzimy sobie”
Avril Lavigne- „Keep holding on”

                Sok z gujawy jest niesamowity. Nie do określenia, ale niesamowity. Wkrótce po rozmowie z Lucy, w której streściła mi ich moment pogodzenia, przyszedł rozradowany Leon.
-Co się tak szczerzysz? –zapytałam.
-Mam jej numer –odpowiedział z uśmiechem.
                Wywróciłam oczami, teatralnie wzdychając. Za chwilę zaczęłam się na niego namolnie patrzeć, co było trudne, gdyż słońce świeciło mi w oczy.
-Ale ty jesteś głupi –powiedziała, śmiejąc się Lucy.
-Jestem głupi, bo załatwiam Ronnie ludzi do kapeli –dodał, siadając na krześle.
-Po co nam kelnerka? –zapytałam.
-Ja w porównaniu do ciebie zauważyłem, jak występowała na scenie w tej knajpie –odpowiedział.
-No to… Dobrze –powiedziałam zdziwiona.
-Zatkało? –powiedział popijając sok.
                Kiedy byłam małą dziewczynką ciocia czytała mi często bajki. Zazwyczaj wcielałam się w księżniczkę, która spotykała swojego wymarzonego księcia. W bajkach łatwo jest rozpoznać złego człowieka. Nosi on zazwyczaj czarną pelerynę, ma podkrążone oczy i potargane, wypadające włosy. Kiedy urosłam zauważyłam, że wymarzony książę nie istnieje. Raczej wymarzony książę jest tylko maską złego człowieka. Nawet nie wyobrażam sobie jak może czuć się oszukana księżniczka. Jak może czuć się Lucy?
                Patrzę przed siebie i wiedzę coś co mnie bardzo rozłościło. Pewnym krokiem szedł w naszą stronę Jack z jakąś plastikową, pofarbowaną na różowo dziewczyną, która lepiła się do niego. Dziewczyna miała zdecydowanie za krótką spódniczkę i za duży dekolt, o ile można to było nazwać bluzką.
                Spojrzałam na Liama, który uśmiechnął się widząc zbliżającą się parę. Mam nadzieję, że tak naprawdę nie myśli o nich.
                Nagle zobaczyłam, że przyspieszyli kroku widząc nasz stolik. Stali tuż za Lucy, a ona nieświadoma piła sok.
-Mm… Liam dwie naraz? Nieźle.
                Lucy odwróciła głowę i od razu jej oczy rozbłysły od łez. Liam wstał, głośno szurając krzesłem. Chyba już znam zakończenie tej sytuacji.
-Nigdy nie wiesz kiedy się zamknąć, Hudson!
-O… Ktoś tu się zdenerwował –powiedział ze spokojem Jack.
                To się nie skończy dobrze. W każdym bądź razie albo ja go uderzę, albo Liam. Pewne jest, że Jack i Lucy się rozstaną, a ona wybuchnie płaczem. Jakiś cichy głosik w mojej głowie mówi mi, że ta plastikowa dziewczyna jeszcze namąci w moim życiu. I to bardzo. Ale nie będę się tym przejmować, bo to tylko cichy głosik. Na razie zastanawiam się jak Jack może być takim kretynem.
-Jak mogłeś? Ja ci zaufałam, a ty… Ty to po prostu wykorzystałeś. Dla mnie już znaczysz mniej niż zero –powiedziała łamiącym się głosem, Lucy.
-Mówi się trudno. Rozumiem, że to koniec –odpowiedział jej z głupawym uśmiechem Jack.
-Koniec czego? Czegoś czego tak naprawdę nigdy nie było? –wyszeptała Lucy ostatkiem sił, po czym zaczęła iść w stronę najbliższego przystanku.
                To najwyraźniej przeważyło szalę. Zaraz po wypowiedzeniu tych słów, Liam rzucił się na Jack’a. Ten nie był mu dłużny i już po chwili pięść kretyna walnęła Liama. Żaden z nich nie chciał przegrać, więc żaden nie przestał bić drugiego. Taki trochę Armagedon. Krew zaplamiła ich koszulki, a „widownia” tego „przedstawienia” sięgnęła po telefony. Jestem pewna, że policja zaraz przyjedzie. Wtedy będą chcieli wiedzieć jak do tego doszło. Czyli będą szukać świadków, a ja i plastikowa dziewczyna jedyne wiemy jak do tego doszło. Lecz plastik sobie gdzieś poszedł, więc jestem jedynym świadkiem. Czyli mogę troszeczkę nagiąć rzeczywistość, żeby policja była po stronie Liama.
                Jak pomyślałam tak się stało. Z oddali już można było usłyszeć ryk policyjnej syreny. Wypłoszyło to sporą grupę ludzi z Chinatown, co nie ucieszyło zbytnio właścicieli restauracji i sklepików. Zza rogu wyjechały dwa radiowozy, a w nich siedziało po trzech policjantów w każdym.
                Spojrzałam na chłopców, którzy na chwilę przerwali bójkę. O dziwo, kretyn chciał uciec. Lecz ręka Liama powstrzymała go. Właśnie w tej chwili radiowóz zatrzymał się przed nimi, a policjanci wyskoczyli z niego i rozdzielili chłopców.
-Co tu się dzieje! –wykrzyczał jeden z nich przez megafon.
                Jak mała dziewczynka w przedszkolu, podniosłam rękę. Policjant skinął głową, żebym mówiła. Kiwnęłam ręką, żeby rzucił mi megafon. Na początku wydał się zły, ale rzucił mi go.
-Uwaga! Uwaga! Ten, który stoi tam –wskazałam na Jack’a –rzucił się na tego tam –wskazałam na Liama. –Przecież musiał się bronić.
-Zabierać tego tam –wskazał na kretyna. –Nazwisko!
-Jack Hudson! –wykrzyczał, plując krwią.
-Jack Hudson?! –zapytał policjant.
-Tak jest, sir! –odpowiedział mu.
                Policjant z megafonem w ręku wszedł do radiowozu i zaczął szukać czegoś w schowku. Skupiony wyjął z auta teczkę i dokładnie czytając ją, przeglądał kolejne kartki aż znalazł szukaną rzecz. Zwycięskim wzrokiem spojrzał na Jack’a.
-Panie Hudson, widzę, że powinien pan bardziej uważać! Takie wybryki nie są dobre w ucieczce przed sprawiedliwością! –krzyknął zbliżając się do kretyna.
-Nie wiem o czym pan mówi –odparł ze spokojem Jack.
-Panie i panowie! Jack Hudson jest poszukiwany w Ameryce Północnej we wszystkich stanach! A teraz uwaga! Powodem jest… Werbel! –kelner jednej z knajp zaczął stukać widelcem o stolik. –Jack Hudson jest dilerem!
                Lubię niespodzianki, ale żeby aż takie. Dobra, wzięłam kilka razy, ale nie jestem dilerem. Nie namawiam ludzi do zniszczenia sobie życia. To c h o r e.
-Czy przyznaje się pan do zarzucanego czynu! Masz prawo milczenia!! –krzyknął policjant.
-Tak! –wykrzyczał Jack i zaczął się wariacko śmiać.
                Policjant trzymający go, zaprowadził Jack’a do radiowozu uprzednio zakładając mu kajdanki. Wszyscy zamilkli, a przerażającą ciszę przerywał tylko śmiech aresztowanego. I nagle przypominam sobie słowa Joker’a: „Przestaliśmy szukać potworów pod naszymi łóżkami, gdy zrozumieliśmy, że one są w nas”.
                Kiedy radiowóz odjechał z Jack’iem w środku, podeszłam do Liama z ręcznikiem w ręku.
-Nie trzeba się było tak rzucać –powiedziałam, przejeżdżając ręcznikiem po jego poplamionym krwią policzku.
-Nikt oprócz mnie nie może się śmiać z Lucy –powiedział ze spokojem.
-Wow! Jakie to odważne –„Czujecie ten sarkazm” -pomyślałam.
-Korki jeszcze aktualne? –zapytał.
-Oczywiście. O ile nie zaśpisz –powiedziałam pewnie.
-Właśnie o to się martwię –wyszeptał z uśmiechem.
-To już twój problem! –krzyknęłam, zwracając na nas uwagę przechodniów.
-A nie moglibyśmy tego przełożyć na dwunastą? –zapytał klęcząc.
-Nie! –krzyknęłam, na co wszyscy zaczęli buczeć.
-To może u mnie. Przynajmniej nie będę musiał wcześniej wstać –zaproponował.
-Okay –powiedziałam, na co wszyscy zaczęli klaskać.
-Teraz muszę już iść, żeby się na jutro wyspać –powiedziałam, przedrzeźniając go.
-To dobranoc! –krzyknął.

✪✪✪✪✪✪

Dzisiaj na niebie nie świecił księżyc. Każdy z nich miał ten sam sen. Każdy z nich myślał o Lucy. Każdy z nich miał w głowie jedną myśl.


Od dzisiaj serce dziewczyny będzie tajemniczym ogrodem, a jego ściany będą bardzo wysokie.




................................
Witam!
Długo mnie nie było, ale teraz będę częściej
Obiecuję
Mam nadzieję, że rozdział się podoba
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział. Cudownie się czytało. Dziękuję za informację o nim, jesteś cudowna xx

    OdpowiedzUsuń