piątek, 24 stycznia 2014

ROZDZIAŁ TRZECI

Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie wierzę…

„Jeśli ten pokój by płonął
Nawet bym nie zauważył
Bo pochłonęłaś całe moje myśli
Ze swoimi, małymi, niewinnymi kłamstwami”
One Direction- „Little white lies”

            Po przywitaniu się porozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się ostatnio. Musiałam im powiedzieć o wszystkim. W końcu na tym opiera się rodzina, na szczerości, a dzięki temu na zaufaniu. Może państwo Curtis nie byli zadowoleni, ale widziałam, że na ich twarzach pojawiła się ulga, kiedy zaczęłam mówić o tym, że chcę się poprawić. Każdy powiedział coś o sobie. Państwo Curtis zaczęli mówić o wyspie, którą kupili nad Oceanem Atlantyckim. Leon opowiadał coś o drużynie futbolowej, a Jack o pływackiej. Lucy mówiła jak wkurza ją Liam Carter. I tak oto zleciał nam cały wieczór gadając o wszystkim i o niczym.
                Po zjedzeniu kolacji Lucy zaprowadziła mnie do wcześniej przygotowanego pokoju. Znajdował się na pierwszym piętrze, na którym w oknach można zobaczyć nieziemskie widoki. Pierwsze zobaczyłam śnieżnobiałe drzwi, które otworzyła Lucy. Zobaczyłam pokój o ścianach w kolorze błękitu i dywanach o takim samym kolorze. Łóżko, które jest po środku pomieszczenia przykrywa kolorowa pościel, a na niej ogromna warstwa poduszek. Dalej stoi wielka, drewniana szafa. Natomiast obok niej uporządkowane biurko. Po przeciwnej stronie pokoju do ściany zostało przymocowane lustro, a obok niego stoi komoda. Na komodzie został położony wazon, a w nim moje ulubione kwiaty- orchidee. Cały pokój sprawiał wrażenie przytulnego, co mi przypadło do gustu.
                Kiedy to zobaczyłam, od razu krzyknęłam: „Wow” i rzuciłam się na łóżko. W moje ślady poszła Lucy i po chwili leżała obok mnie. Ja w tym czasie zobaczyłam starannie poprzyklejane gwiazdy do sufitu. Jak mi wyjaśniła Lucy, świecą w ciemności. Po rozpakowaniu się, Lucy pokazała mi gdzie jest łazienka, gdyż było już dość późno, więc chciałam się przygotować do snu. Założyłam piżamę i oddałam się w ręce Morfeusza.

✪✪✪✪✪✪

                Obudziłam się z myślą, że już drugiego dnia w Sydney muszę iść do szkoły. Dlaczego dałam się im namówić. Ach.. No, tak, Lucy mówiła, że będzie cudnie. Szczerze, to w to wątpię. Po paru minutach spędzonych na rozmyślaniu, jak mogłabym spędzić inaczej ten dzień, przebrałam się i zeszłam na dół, do kuchni zjeść śniadanie….
                W kuchni panował straszliwy chaos. Wszędzie rozsypane zostały płatki zbożowe, czekoladowe kulki i miasteczkowe kółka. W powietrzu z rąk do rąk latały tosty, a naleśniki. Cóż… Nie zostały przygotowane do końca. Na blacie rozsypana została mąka, jajka wylądowały na podłodze. Wszyscy śmiali się, co mnie zdziwiło, bo w bidulu miałabym już za to miesięczny szlaban. Nie przejęłam się tym za bardzo, bo w radiu zaczęła brzmieć moja ulubiona piosenka. Właściwie moja i Lucy. Rozpoczęłyśmy nasz koncert, na którym śpiewałyśmy do łyżki, a widownia była przerażona naszym pokracznym tańcem. Zjadłyśmy migiem śniadanie i poszliśmy się przebrać. Chłopcy poszli wcześniej, a Lucy spędziła w tym czasie była w łazience. Kiedy wyszła oniemiałam, ale zanotowałam w moim móżdżkowym notesie, żebym w niedalekiej przyszłości pogadała o zbyt dużej tapecie na twarzy.
                W pośpiechu biegniemy do szkoły, ale i tak spóźniamy się na pierwszą lekcję. Mnie niedługo po rozpoczęciu zajęć uhonorowano przechadzką do dyrektora, gdyż podobno źle zwracam się do nauczyciela. Broniłam tylko swojego zdania, co najwyraźniej w tej szkole jest nie do zniesienia. Ze złością wyszłam z klasy, klnąc pod nosem.

✪✪✪✪✪✪

                Ronnie weszła do gabinetu dyrektora i zaczęła mu wyjaśniać, dlaczego się tu znalazła. Ominęła parę dialogów pomiędzy nią, a nauczycielem, żeby nie wpaść w większe tarapaty. Mężczyzna zdenerwował się i zaczął prawić jej długi wykład o tym, że do starszych trzeba się zwracać z szacunkiem. Dziewczyna nie chciała tego słuchać, więc ziewnęła i fuknęła na dyrektora, żeby jej przestał rozkazywać. Już miał wykrzyczeć, że jak może tak na niego mówić, ale do jego gabinetu wszedł dobrze mu znany młodzieniec.
                Miał włosy postawione na żel, a tuż niżej czekoladowe oczy. To one zwróciły uwagę dziewczyny, która zamilkła widząc jak wchodzi. Usiadła na fotelu, który znajdował się w dalszej części gabinetu, wiedząc, że przemowa dyrektora w stosunku do niej jeszcze się nie skończyła. Wpatrywała się w sylwetkę młodego wokalisty. Wodziły wzrokiem od jego wielkiej koszulki, aż do jego włosów. Chciała zapamiętać każdy szczegół. Nie mogła zrozumieć, dlaczego, ale tak bardzo chciała. Z ich rozmowy wynikało, że chłopak znowu oblał matematykę i biorąc pod uwagę jego nieusprawiedliwione nieobecności wystąpiło wielkie ryzyko wydalenia ze szkoły. Następnie zaczął na niego wrzeszczeć, że powianiem wziąć się do pracy, wyładowując tym samym złość, która się w nim napełniała podczas rozmowy z nową uczennicą. Wokalista nie robiąc sobie nic z ostrzeżeń dyrektora, zapytał może iść. Mężczyzna skinął głową, a po chwili drzwi trzasnęły z wielkim hukiem. Brunetka wstała zabrała swój plan z biurka nauczyciela i wyszła z gabinetu jeszcze mocniej trzaskając drzwiami.
                Szła opustoszałym korytarzem, gdy nagle ujrzała rząd czerwonych szafek. Wszystkie zamknięte, tylko nie jedna. Podeszła i już wiedziała, kto to jest. Jeśli tak można to nazwać. Wzięła głęboki wdech, który według niej, powinien jej pomóc i powiedziała:
-Straszny z niego gnojek.
Chłopak zaśmiał się pod nosem i odpowiedział:
-To twoje słowa.
Po czym zamknął szafkę i dopiero teraz mógł się jej przyjrzeć. Na pierwszy rzut oka wydawała się jak większość dziewczyn z tej szkoły, ale według chłopaka miała w sobie to „coś”. Powiedziała tylko zdanie, a on chciał usłyszeć znów jej głos, który go uspokoił.
-Jesteś tu chyba nowa. Nie widziałem cię wcześniej. –Powiedział chłopak wstrzymując panującą między nimi ciszę.
-Tak, przyjechałam do Sydney… Niedawno. –Odparła z uśmiechem.
-Jestem Liam Carter. –Powiedział i uśmiechnął się.
-Ronnie Miller. Przepraszam, ale muszę już iść. –Odpowiedziała, dziwiąc się grzecznością występującą w jej wypowiedzi. Odchodząc nawet nie zauważyła dźwięku metalu uderzającego o kamienną podłogę, oraz spadającego naszyjnika. Lecz on zauważył.
                Wiedziała, że musiała iść. Bo gdyby została dłużej, mogłaby bardziej ulec jego urokowi, a Lucy nie chciałaby tego. Ze smutkiem weszła do klasy uprzednio przepraszając nauczyciela. Już do końca lekcji nie spojrzała w stronę przyjaciółki, bojąc się, że może zajrzeć w jej głowę i usłyszeć jej myśli o wcześniej widzianym chłopaku.

✪✪✪✪✪✪

                Szkoła minęła szybko, a właściwie to nawet nie zauważyłam jej końca, bo głowę cały czas zaprzątał mi widok czekoladowych oczu. Muszę zapomnieć, przecież Lucy go nie lubi. „A ciebie fascynuje!” –Dodała moja podświadomość, na co od razu ją uciszyłam. „Nie możesz jej oszukiwać!” –Powiedział inny głos, który niestety ma rację. Lecz właściwie nie okłamuje jej, tylko omijam niepotrzebne fakty.
                Przed chwilą wzięłam zimny prysznic, który powinien otrzeźwić trochę mój umysł. Właśnie powinien. Cały czas dręczą mnie niepotrzebne myśli, o tym, że powinnam powiedzieć to Lucy. Nawet nie zauważyłam, kiedy wylądowałam w łóżku i zasnęłam.

✪✪✪✪✪✪

                -Marzenia się spełniają, Ronnie. –Powiedział nieznany mi głos.
-Jakie marzenia? –Odpowiedziałam, chociaż chciałam znać odpowiedź na inne dręczące pytanie.
-Dobrze wiesz, jakie. Wystarczy, że zajrzysz w głąb siebie i wreszcie zobaczysz, co chcesz tak naprawdę robić w życiu. –Dlaczego musi mówić takimi zagadkami?
-Wiem dokładnie, co chcę robić. Założę własną firmę i będę szczęśliwa. –Mówię z przekonaniem w głosie.
-Ja jednak wiem, że to nie to. Pamiętasz, co robiłaś w czasach, kiedy wszystko było normalne. Jeśli tak można było nazwać to wariatkowo. Twój ojciec zawsze cię tym pocieszał, a twoja rodzina nigdy się z tym nie rozstała. Już wiesz, co to? –Dlaczego ten głos rozdrapuje stare rany, które prawie się zagoiły.
-Muzyka…. –Szepnęłam.


 *********
Tak żyję. Bardzo przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale już jest. Mam nadzieję, że się podoba. 
Łapcie obrazek, który mi się spodobał.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje



2 komentarze:

  1. Co byś zrobiła gdyby całe Twoje życie stanęło na głowie ?

    Siedemnastoletnia Zosia mieszka z mamą w domku na przedmieściach Warszawy. Ma na pozór wszystko, czego jej potrzeba i czuje się szczęśliwa. Wszystko zmienia się w ciągu jednego dnia, kiedy matka dziewczyny ginie w wypadku samochodowym. Zosia musi przeprowadzić się do znienawidzonego ojca, który zaczął nowe życie w Londynie. Jak dziewczyna poradzi sobie w nowej szkole ? Czy pogodzi się ze śmiercią matki ? Czy znajdzie przyjaciół i zrozumienie, czy tylko ból i tęsknotę ?
    http://sophieandzayn.blogspot.com/
    Zapraszamy, Aga & Monia

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, świetny rozdział, po prostu genialny. Mam nadzieję, że szybko pojawi się następny. Chciałam też zaprosić do mnie na VII, a oto zachęta:
    " - Um… - zająknęłam się – przepraszam – powiedziałam ze skruchą, a Esmeralda uśmiechnęła się uprzejmie – za to, że nie masz normalnego życia, a twoi rodzice to skończeni idioci, zapatrzeni w pieniądze, przepraszam, że skończysz podobnie – dodałam z wyższością"
    http://all-times-enclosed-inthis-one.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń