niedziela, 11 maja 2014

Drogi Pamiętniku!

Sekundy…
Minuty…
Godziny…
Dni…
Tygodnie…
Miesiące…
Lata…
Drogi Pamiętniku!

            Pamiętasz może jeszcze tą dziewczynę, przed którą kurtyna podniosła się pierwszy raz dwa lata temu. To właśnie ja! Możliwe, że w żadnym calu nie przypominam tamtej mnie, ale to wciąż ta sama osoba. Tylko teraz na nasze koncerty przychodzą tłumy. Teraz zdobyliśmy to o czym marzyliśmy. Teraz jesteśmy dorośli.

To niesamowite słyszeć ludzi skandujących:
-The Angels! The Angels!

                Ciągle na nagłówkach gazet. Niby wspaniałe, ale to nie fajnie kiedy piszą same kłamstwa oraz wymysły. Drobne wyjście do sklepu okazuje się istną walką ze ścianą fanów proszących o autografy czy zdjęcia. Ostatnio słyszałam zdanie: „Stali się sławni w pięć minut, czy krótsza będzie ich kariera?”. To n i e d o r z e c z n e. Muzyka zawsze będzie w naszych sercach.
           „Razem możemy więcej!”. Ten kto to wymyślił był geniuszem. Może w moim przypadku razem oznacza jedenaście, ale duchowo jesteśmy tysiącem. Tak, jest nas jedenaście. To najbardziej pokręceni ludzie jakich znam. Można nas porównać do kwiatów, każdy jest inną odmianą. Osobno jesteśmy jakimś „chwastem”, ale razem tworzymy łąkę, którą wiele osób się zachwyca. Jesteśmy jednym. MY.
     Słyszeliście zdanie
Veronica
Liam
Leon
Lucy
Harry
Lena
Louis
Katie
Chris
Kevin
Sam
                Dogadujemy się bardzo dobrze, a więzi, którą są pomiędzy nami są nierozrywane. Może było pomiędzy kilka bitw na jedzenie czy może na poduszki, łaskotki, widelce lub wodę. Lecz wszystkie te kłótnie kończyły się słowami:
„-Tulimy?
-Tulimy!!!”
                Lecz jak jest głębiej? Jak jest pomiędzy wierszami?
                Ja i Liam… Trudno to nazwać związkiem, bo odpowiedniejszą nazwą jest ogromna, może nawet za duża, przyjaźń. Chyba z tego związku coś by wypaliło, ale jest pewna osoba, z którą wiąże się wiele problemów.
Mia Rollins
                 Była dziewczyna Liama z bardzo rozwiniętą wyobraźnią. Szczerze. Mam jej dość. Powiem prosto z mostu. Gdyby przypadkiem się paliła wyjęłabym pianki i zaczęła je nad nią piec.
                A propos ognia. Jakiś rok temu chcieliśmy uczcić udany koncert i zrobić sobie taką małą imprezkę. Mieliśmy pojechać na kręgle, ale chłopcy jak zwykle graliby w bilard. Ja troszkę gorzej się poczułam i postanowiłam zostać w domu. Reszta pojechała i zostałam sama. Poszłam spać. Obudził mnie zapach dymu i spalenizny. Otworzyłam oczy i zobaczyłam płomienie opatulające ściany oraz podłogę. Z zewnątrz słyszałam donośny ryk syreny strażackiej. Po chwili obraz zaczął się rozmazywać. Wszystko powoli znikało, a ja odpłynęłam. Ocknęłam się w szpitalu. Znajomi powiedzieli mi, że Liam zaniepokoił się tym, że długo nie dzwoniłam, więc postanowił sprawdzić, co się dzieje. Kiedy dojechał zobaczył już straż pożarną i spalony domek, zrozumiał, że nikt nie wiedział  o tym, że przebywam w budynku. Wyskoczył z auta, założył kombinezon ognioodporny i w biegł do domu. Jednym słowem został moim bohaterem.
Sprawca nieznany, ale mam swoje własne teorie.
              
  Innym razem chcieliśmy zabawić się, podsumować dotychczasowe koncerty i pogadać w knajpce w jakimś tam mieście. Wszystko było spoko, okay. Z powodu tego iż miałam następnego dnia egzamin szybko wróciłam do domu. W drodze do budynku czekała mnie niespodzianka. Mianowicie zakapturzona postać wyłoniła się zza rogu. W ręku trzymała połyskujący w blasku księżyca przedmiot. Nóż. Momentalnie rzuciła się na mnie. Poczułam wbijający się metal w moje udo. Znowu krzyk. Tym razem nie mój. Znowu tracę przytomność i znów budzę się w szpitalu. Z opisów przyjaciół wynika, że zapomniałam torebki. Liam chciał mi ją zanieść, więc ruszył biegiem chcąc mnie dogonić. Kiedy zobaczył napad pobił się ze sprawcą, ale ten zdążył uciec, a Liam wezwał pogotowie. Drugi raz jest moim bohaterem.
   Policja określa te sprawy jako niewyjaśnione. Po prostu zwykłe przypadki. Lecz nic nie dzieje się ot tak. Nawet nie zgłębili się w te sprawy. Zupełnie jakby ktoś im nie kazał śledzić sprawcy. Właściwie to wiem kto. Ojciec Mii jest „szefem” miejscowej policji. Wystarczy, że powarczy na kilka osób i po sprawie.
Lecz zostawmy już tę okropną sprawę. Chyba wolę o niej zapomnieć. Dzisiaj jest przepiękny dzień.
Świętujemy odbiór nagrody Grammy. Hahahaha. A tak na serio, to robimy małe podsumowanie tego co dotychczas osiągnęliśmy. Małe przymiarki kostiumów zajęły mi tylko cztery godziny. Następnie zapakowałam torebkę, która jest nieźle napchana. Po wielkich przemyśleniach, postanowiłam, że pójdę tam na pieszo.

✪✪✪✪✪✪

Nie potrzebuję skrzydeł, żeby latać, potrzebuję…

Ludzi, dzięki którym nie upadnę.








**************
\No hej. Jednak jeszczze Was pomęczę. Koniec bezie za rozdział i epilog. I mam nadzieję, że chociaż jeden czytelnik wspomni tego bloga za parę lat.

Pozdrawiam xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz