Sekundy…
Minuty…
Godziny…
Dni…
Tygodnie…
Miesiące…
Lata…
Drogi Pamiętniku!
Pamiętasz
może jeszcze tą dziewczynę, przed którą kurtyna podniosła się pierwszy raz dwa
lata temu. To właśnie ja! Możliwe,
że w żadnym calu nie przypominam tamtej mnie, ale to wciąż ta sama osoba. Tylko
teraz na nasze koncerty przychodzą
tłumy. Teraz zdobyliśmy to o czym marzyliśmy. Teraz jesteśmy dorośli.
To niesamowite
słyszeć ludzi skandujących:
-The Angels! The
Angels!
Ciągle na nagłówkach gazet. Niby wspaniałe, ale
to nie fajnie kiedy piszą same kłamstwa oraz wymysły. Drobne wyjście do sklepu
okazuje się istną walką ze ścianą fanów proszących o autografy czy zdjęcia.
Ostatnio słyszałam zdanie: „Stali się sławni w pięć minut, czy krótsza będzie
ich kariera?”. To n i e d o r z e c z n
e. Muzyka zawsze będzie w
naszych sercach.
„Razem możemy więcej!”. Ten
kto to wymyślił był geniuszem. Może w moim przypadku razem oznacza jedenaście,
ale duchowo jesteśmy tysiącem. Tak, jest nas jedenaście. To najbardziej pokręceni ludzie jakich znam. Można nas
porównać do kwiatów, każdy jest inną odmianą. Osobno jesteśmy jakimś
„chwastem”, ale razem tworzymy łąkę, którą wiele osób się zachwyca. Jesteśmy
jednym. MY.
Słyszeliście
zdanie
Veronica
Liam
Leon
Lucy
Harry
Lena
Louis
Katie
Chris
Kevin
Sam
Dogadujemy się
bardzo dobrze, a więzi, którą są pomiędzy nami są nierozrywane. Może było
pomiędzy kilka bitw na jedzenie czy może na poduszki, łaskotki, widelce lub
wodę. Lecz wszystkie te kłótnie kończyły się słowami:
„-Tulimy?
-Tulimy!!!”
Lecz jak jest
głębiej? Jak jest pomiędzy wierszami?
Ja i Liam… Trudno
to nazwać związkiem, bo odpowiedniejszą nazwą jest ogromna, może nawet za duża,
przyjaźń. Chyba z tego związku coś by wypaliło, ale jest pewna osoba, z którą
wiąże się wiele problemów.
Mia Rollins
Była
dziewczyna Liama z bardzo rozwiniętą wyobraźnią. Szczerze. Mam jej dość. Powiem
prosto z mostu. Gdyby przypadkiem się paliła wyjęłabym pianki i zaczęła je nad
nią piec.
A propos ognia.
Jakiś rok temu chcieliśmy uczcić udany koncert i zrobić sobie taką małą
imprezkę. Mieliśmy pojechać na kręgle, ale chłopcy jak zwykle graliby w bilard.
Ja troszkę gorzej się poczułam i postanowiłam zostać w domu. Reszta pojechała i
zostałam sama. Poszłam spać. Obudził mnie zapach dymu i spalenizny. Otworzyłam
oczy i zobaczyłam płomienie opatulające ściany oraz podłogę. Z zewnątrz
słyszałam donośny ryk syreny strażackiej. Po chwili obraz zaczął się
rozmazywać. Wszystko powoli znikało, a ja odpłynęłam. Ocknęłam się w szpitalu.
Znajomi powiedzieli mi, że Liam zaniepokoił się tym, że długo nie dzwoniłam,
więc postanowił sprawdzić, co się dzieje. Kiedy dojechał zobaczył już straż
pożarną i spalony domek, zrozumiał, że nikt nie wiedział o tym, że przebywam w budynku. Wyskoczył z
auta, założył kombinezon ognioodporny i w biegł do domu. Jednym słowem został
moim bohaterem.
Sprawca nieznany, ale mam swoje własne teorie.
Policja
określa te sprawy jako niewyjaśnione. Po prostu zwykłe przypadki. Lecz nic nie
dzieje się ot tak. Nawet nie zgłębili się w te sprawy. Zupełnie jakby ktoś im
nie kazał śledzić sprawcy. Właściwie to wiem kto. Ojciec Mii jest „szefem”
miejscowej policji. Wystarczy, że powarczy na kilka osób i po sprawie.
Świętujemy
odbiór nagrody Grammy. Hahahaha. A tak na serio, to robimy małe podsumowanie
tego co dotychczas osiągnęliśmy. Małe przymiarki kostiumów zajęły mi tylko
cztery godziny. Następnie zapakowałam torebkę, która jest nieźle napchana. Po
wielkich przemyśleniach, postanowiłam, że pójdę tam na pieszo.
✪✪✪✪✪✪
Nie potrzebuję skrzydeł, żeby latać,
potrzebuję…
Ludzi, dzięki którym nie upadnę.
**************
\No hej. Jednak jeszczze Was pomęczę. Koniec bezie za rozdział i epilog. I mam nadzieję, że chociaż jeden czytelnik wspomni tego bloga za parę lat.
Pozdrawiam xoxo

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz