sobota, 31 maja 2014

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Wspomnienia…

„Bij mnie dopóki moje ciało będzie bez czucia.
 Przekaż diabłu moje pozdrowienia,
 gdy będziesz wracać tam skąd pochodzisz.”
Bruno Mars- „Grenade”

Każdy ma na świecie miejsce, w którym czuje się świetnie, jak w domu. U mnie jest z tym lekki kłopot, gdyż prawie co tydzień gramy koncert w innym mieście, a co za tym idzie, później w innym kraju, aż przyjdzie czas na zmianę kontynentu. Aktualnie zostaliśmy na dłużej w Nowym Jorku. Przywiało nas tutaj z jednego powodu. Mianowicie wystąpimy na Times Square w Sylwestra. Niektórzy ludzie lubię góry, jeziora czy morze, a Nowy Jork tego nie ma. Lecz myślę, że to jego nowoczesność przyciąga ludzi do niego. Nie bez powodu nazwane jest „miastem, które nigdy nie zasypia”. To właśnie przez ogromną aglomerację świetlną budynków, którą można zaobserwować nocą.
Dla mnie to miasto jest po prostu spełnieniem marzeń, przecież jest nazywane nawet tego stolicą. Pamiętam, że we wszystkich książkach jakie dotychczas czytałam i w prawie wszystkich filmach jakie oglądałam jest wspomniany Nowy Jork. Na podstawie tego zrobiłam listę miejsc, które muszę zobaczyć lub rzeczy, które muszę zrobić.
ü  Musiałam zobaczyć na żywo Statuę Wolności, a w dodatku wejść na nią.
ü  Kolejną ważną rzeczą do zrobienia było przejechanie się charakterystyczną dla tego miasta żółtą taksówką.
ü   Obowiązkowe było przejście przez, chociaż kawałek czterech wybranych przeze mnie dzielnic:
·         Manhattan- główny powód, to taki, że ta dzielnica znajduje się na prawie każdej pocztówce z Nowego Jorku. A poza tym znajduje się tam Central Park, zielone serce Nowego Jorku.
·         Brooklyn- ze względu na wielki poziom niebezpieczeństw, który występuje w tej dzielnicy. Ale jest tam most Brooklyński.
·         Queens- ponieważ jest tam stadion jednej z moich ulubionych baseballowych drużyn, New York Mets.
·         Bronx- gdyż jest tam największe zoo w Stanach i stadion zespołu New York Yankees
ü  Zjeść śniadanie u Tiffany’ego. To taki mój wymysł po obejrzeniu filmy „Śniadanie u Tiffany’ego”. Wraz z Kevin’em poszliśmy kupić śniadanie w jakimś sklepiku. Przyszliśmy pod główny sklep Tiffany’ego w Nowym Jorku i rozkoszowaliśmy się deserem truskawkowym.
ü  Obowiązkiem takich artystów jak my jest zaśpiewanie na Broadway’u. Włamaliśmy się do teatru i weszliśmy do jednej z sal występów. Już mieliśmy zacząć śpiewać, ale wszedł ochroniarz. Zadał nam kilka pytań, ale dał nam dziesięć minut na spełnienie marzeń.
ü  Znalezienie na Wall Street pomnika, który przedstawia byka.
ü  Zapadło mi w pamięć zdanie: „Jeśli w Nowym Jorku ludzie się na ciebie gapią, to naprawdę jest niedobrze”. Ustanowiłam to sobie za cel. Przebrałam się za ogromną marchewkę i zaśpiewałam „We found love”- Rihanna.

Udało mi się spełnić wszystkie punkty tej listy. Zdecydowanie jest to powodem to wielkiego szczęścia. Teraz idę Manhattan’em do Spice Market. Miejsca, w którym mieliśmy wszyscy się spotkać. Przynajmniej mam nadzieję, że będą wszyscy. Właściwie to zawsze był komplet. Lecz jednego razu odwołaliśmy spotkanie, bo nakładało się z naszym zakończeniem roku. A propos zakończenia roku. Pamiętam to jakby było wczoraj. Wszyscy ubrani na czerwono i te kwadratowe czapeczki. Jak zwykle była przemowa przewodniczącego, a na jej zakończenie niesamowity lot czapek w stronę sufitu i z powrotem. Można by rzec było świetnie, ale to był czas pożegnań. Nie tylko z nauczycielami, ale także z młodszymi uczniami, bo to oni nas wspierali kiedy przyszedł czas na maturę. Wszyscy ją zdaliśmy i dostaliśmy świadectwa, które były naszym biletem w przyszłość. Ale najbardziej doskwierały mi nerwy. Co dalej? Co będę robić po szkole? Odpowiedź  otrzymałam w niedługim czasie. I już do dzisiaj pozostała taka sama. Mianowicie muzyka. Może kiedyś zespół się skończy i wtedy wyjdę za mąż za Liama. Zamieszkamy w cudownym, beżowym domku w Nowym Jorku. Będziemy mieli dwoje dzieci- chłopca i dziewczynkę i psa, koniecznie boksera. A ja wtedy będę grać na deskach teatru. To właśnie moje „chore” zamierzenia na przyszłość, w które coraz bardziej zaczynam wątpić.
Nim się obejrzałam, dotarłam do restauracji. Jak zwykle olśniewa mnie swoją prostą budową, która jest jak czekoladowe ciastko. Z wierzchu wydaje się zwyczajnym suchym piernikiem, ale w środku jest płynna czekolada, która rozpływa się w ustach. I to właśnie skrywa ten budynek- prześwietne jedzenie.
Wchodzę pewnym krokiem, popychając uprzednio obrotowe drzwi. Od razu zauważam ich przy stoliku najbliżej okna, a zarazem największego. Jak zwykle roześmiani, ale już doroślejsi. Właściwie tylko z wyglądu, bo każdym z nas kryje się infantylne dziecko. Zauważyłam, że przyszłam ostatnia, więc spoglądam na zegarek w telefonie. Właściwa godzina, więc spoglądam na ogromny, dębowy zegar powieszony na ścianie w restauracji. Wniosek jest taki, że ktoś przestawił mój zegarek, bo jestem spóźniona o dwie godziny. Niepostrzeżenie próbuje się przecisnąć na jedno z miejsc przy stoliku.
-O, proszę. Nasza spóźnialska przyszła! –woła Harry.
-Cześć wszystkim! –witam zebranych z uśmiechem i macham jak księżniczka, czyli złączam place, lekko wyginam i wykręcam lekko nadgarstek w tą i z powrotem.
-Ronnie, zjedz snicers’a, bo zaczynasz gwiazdorzyć –żartuje Chris.
-Przepraszam. Mam przestawiony zegarek i… -próbuję wyjaśnić sytuację.
-Już się nie tłumacz –przerywa mi Sam.
-Ominęło cie tylko omówienie dotychczasowych koncertów, wyznaczanie kolejnych dat w przyszłej trasie, wybieranie utworów i suchy podryw Harrego –wylicza George.
-A kto jest tą szczęściarą –mówię z sarkazmem w głosie.
-Ktoś tu jest zazdrosny! –piszczy Katie, następnie wybucha śmiechem.
-Tak, jasne. Zostawmy już tą sprawę, bo przysięgam, nie ręczę za siebie. Pomówmy na przykład… O pogodzie –plotę nie wiedząc sama co.
-O pogodzie? –pyta Lucy. –Serio?
-No, nie trzeba o tym. Przecież akceptuję inne możliwości –mówię zmieniając głos na o wiele niższy, upodabniając go do głosu George’a. Wspomnienia wracają, a to przywraca kolejny wybuch śmiechu.
-Dobra, skoro wszyscy jesteście, ja i Carmen chcemy wam coś powiedzieć –mówi poważnym tonem, co wydaje się dziwne.
Nie wspominałam jeszcze o nowej asystentce George’a- Carmen Peazer. Spotkaliśmy ją w Hiszpanii, gdzie organizowała nasz koncerty. Myślę, że od razu wpadli sobie w oko, chociaż są zupełnymi przeciwieństwami.
-Ja i Carmen pobieramy się! –wykrzykuje George.
Wszyscy wstajemy i zaczynamy bić brawa przyszłej parze młodej. Wśród naszych braw słychać gwizdy zadowolenia i ciche okrzyki. Za chwilę Liam wznosi za nich toast, który kończy zdaniem: „George, staruszku, to już będzie twoje trzecie wesele, więc został ci tylko pogrzeb”. Powiedział nawiązując do filmu „Trzy wesela i pogrzeb”, właściwie tylko do tytułu. George zaczyna go gromić wzrokiem, a my śmiejemy się, dopóki George nas nie powstrzyma. Potem gawędzimy jeszcze moment, aż Carmen wstaje i mówi, że chce coś zaśpiewać. Wstaje i podchodzi do sceny, uprzednio wkładając płytę do magnetofonu. Podnosi do mikrofonu i zaczyna śpiewać, doskonale nam znany przebój Whitney Houston „I will always love you”.

“If I should stay, 
I would only be in your way. 
So I'll go, but I know 
I'll think of you ev'ry step of the way. 

And I will always love you. 
I will always love you. 
You, my darling you. Hmm. 

Bittersweet memories 
that is all I'm taking with me. 
So, goodbye. Please, don't cry. 
We both know I'm not what you, you need. 

And I will always love you. 
I will always love you. 

I hope life treats you kind 
And I hope you have all you've dreamed of. 
And I wish to you, joy and happiness. 
But above all this, I wish you love. 

And I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I, I will always love you. 

You, darling, I love you. 
Ooh, I'll always, I'll always love you.”

„Jeżeli postanowiłabym zostać
Byłabym tylko przeszkodą na twojej drodze
Więc odejdę, lecz wiem
Że będę myśleć o tobie z każdym moim krokiem

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Ciebie, mój drogi, Ciebie...

Gorzko-słodkie wspomnienia
To wszystko co wezmę ze sobą
Więc do widzenia, proszę nie płacz
Oboje wiemy, że nie jestem tym, czego Ci trzeba

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać

Mam nadzieję, że życie dobrze Cię wynagrodzi
I mam nadzieję, że dostaniesz wszystko, o czym marzyłeś
Życzę Ci zabawy i szczęścia
Ale przede wszystkim życzę Ci miłości

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać

Ciebie, najdroższy, Ciebie kocham
Ooh, zawsze, zawsze będę Cię kochać”

Wielu z nas uroniło się kilka łez, bo nie spodziewaliśmy się tak pięknego głosu ze strony Carmen. Chcę jej iść pogratulować głosu, ale zauważam różową czuprynę, która znika za drzwiami do nieznanego pokoju wraz z… Liamem. Postanawiam za nimi pójść. Powolnym krokiem idę ich śladami, uważając, żeby nikt mnie nie zauważył. Kiedy docieram pod drzwi minęło już sporo czasu od kiedy zaczęli rozmawiać ale udaje mi się słyszeć strzępek ich rozmowy.
-Gdybym mogła  nie zrobiłabym tego, przecież wiesz. Ty możesz jeszcze uciec, nie musisz tego robić. Mam znajomych, którzy mogą podrobić ci podrobić dokumenty, zmienić ci wygląd, tak żeby oni cię nie znaleźli –mówi z przejęciem Mia.
-Decyzja podjęta. Ja już nie mam wyjścia. Zacząłem to, więc skończę –odpowiada Liam.
-Naprawdę chcesz ją stracić. Ja sobie nigdy nie wybaczyłam. Codziennie rano powtarzam sobie: „Dlaczego rozstania tak bolą?”. Jak myślisz Liam, jak długo jeszcze będę się zbierała? Ile jeszcze?! Tydzień, dzień, cały rok… całe życie. Nie wiem. Wydaje ci się, że będziesz z kimś na zawsze, bez żadnych przeszkód, problemów czy awantur. A tu jednak nie. Miłość jest taka nietrwała, nieodporna na ciosy. Oni mówili, że to takie proste, mówili mi, że to przejdzie, że jest milion rybek w oceanie. W środku jakoś tak czuję, że Finn nigdy nie wróci –mówi coraz ciszej.
-Sama to zrobiłaś –wytyka jej Liam.
-Myślisz, że miałam wybór. Oni nakreślili mi warunki. Powiedzieli kogo mam zabić, jak i kiedy. Nie można było się sprzeciwić, bo inaczej to ty dostajesz kulkę w łeb. Musiałam zabić Finn’a Clarkson’a –mówi przekonującym głosem Mia.
Finn Clarkson. Brat Kevin’a. Ona go zabiła. Nie odpuszczę jej tego. Nie zostanie bez winy. Wskakuję do pokoju zdziwiona tym, że pomimo jej wyznania Liam nic sobie z tego nie robi. Po prostu siedzi i spogląda na mnie.
-To ty go zabiłaś! –krzyczę, podbiegając do niej.
-To nie tak jak myślisz… -nie daję jej dokończyć.
Przygwożdżam ją do podłogi, siadając na niej okrakiem. Zadaję jej kolejne ciosy pięściami w twarz. Nie zwracam uwagi na to gdzie trafiam. Ma już miazgę zamiast policzka , akrew bryzga bardziej niż na operacjach. Chcę się pozbyć tego bólu, który tak bardzo chce pomścić Finn’a. Chyba powoli traci przytomność. Wstaję, spoglądam na nią. Prawą stopą wymieram jej kopa prosto w brzuch. I jeszcze jeden i jeszcze jeden. Nie czuję żadnego bólu na obitych knykciach, ani w nodze, która zadaje ciosy coraz szybciej. Czuję czyjeś ręce wokół mojej talii, które odciągają mnie od niej. Ten ktoś odwraca mnie, tak że stoję twarzą w twarz z ratownikiem Mii. To Liam.
-Oszalałaś? Zawożę cię do hotelu –mówi.
Nie protestuję, a może powinnam. Zaprowadza mnie do motoru. Podaje mi kask, a następnie zakłada drugi sobie. Wchodzi na motor, a ja tuż po chwili siadam za nim. Obejmuję go w pasie. Czuję, że ruszamy. Pierwsza ulica. Skręt. Druga Ulica. Skręt. Jedziemy coraz szybciej. Przejeżdżamy na czerwonym. Kolejny zakręt. Motor rozpędza się coraz szybciej. Widzę kolejne światła. Zmiana zielonego na czerwone. To skrzyżowanie. Samochody z prostopadłego pasu rozpędzają się. Zaczynam widzieć pędzącą ciężarówkę. Motor jedzie coraz szybciej. Jesteśmy coraz bliżej świateł, a Liam nie zwalnia. Ciężarówka jest coraz bliżej. Przejeżdżamy przez skrzyżowanie. Odwracam głowę w stronę pędzącej ciężarówki. Dostrzegam tylko oślepiające światło, a potem nic. Ciemna pustka.

✪✪✪✪✪✪

-Dajcie dziewczynę na blok operacyjny, a chłopakowi tylko zeszyjcie rany na czole i może już iść! –wykrzykuje ordynator.

✪✪✪✪✪✪

-Przykro mi, ale pani Miller miała kiedyś przeprowadzony przeszczep serca. W tym wypadku zostało ono uszkodzone i tylko od państwa zależy czy mamy szukać kolejnego serca do przeszczepu. Czasu mamy nie mało, a krew dziewczyny jest bardzo rzadka. W dodatku bardzo trudno znaleźć w aż tak krótkim czasie organ do przeszczepu –oznajmia chirurg.


✪✪✪✪✪✪

-Obiecuję ci, że znajdę ci to serce –mówi Liam do nieprzytomnej Veronici.


✪✪✪✪✪✪

Veronica Miller

Zm. 31 grudnia 2026r.


1 komentarz:

  1. Witaj!
    Świetny rozdział.
    Piszesz genialne opisy i za to chciałabym ci pogratulować. Jestem pod ogromnym wrażeniem :D
    Koniec wzruszył mnie najbardziej... Biedna Veronica... Oby jej tam w górze było jej dobrze.
    http://violletta-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń