piątek, 15 sierpnia 2014

EPILOG



Za późno zrozumiałem…

„Gdybym umarła młodo, pogrzebcie mnie w satynie
Połóżcie mnie w łóżku usłanym różami
Zatopcie mnie w rzece o świcie
Odeślijcie mnie ze słowami miłosnej piosenki
Och, och, och, och 

Panie, uczyń mnie tęczą, będę oświetlać moją matkę
Będzie wiedziała, że jestem bezpieczna z Tobą
Kiedy stanie pod moimi kolorami, och, i
Życie nie zawsze jest tym, czym sądzisz, że powinno być, nie
Nawet nie osiwiała, a już grzebie swoje dziecko

Ostry nóż krótkiego życia
Cóż, widocznie miałam już wystarczająco dużo czasu

Gdybym umarła młodo, pogrzebcie mnie w satynie
Połóżcie mnie w łóżku usłanym różami
Zatopcie mnie w rzece o świcie
Odeślijcie mnie ze słowami miłosnej piosenki

Ostry nóż krótkiego życia
Cóż, widocznie miałam już wystarczająco dużo czasu

I będę odziana w biel, gdy wejdę do Twego królestwa
Jestem tak zielona jak pierścionek na moim małym, zimnym palcu
Nigdy nie zaznałam miłości mężczyzny
Ale oczywiście miło było czuć, jak trzymał mnie za rękę
Tutaj w mieście jest chłopak, który mówi, że będzie mnie kochał wiecznie
Kto by pomyślał, że "wiecznie" może być przerwane przez

Ostry nóż krótkiego życia
Cóż, widocznie miałam już wystarczająco dużo czasu

Więc ubierzcie się dobrze, chłopcy, a ja założę moje perły
Czego nigdy nie zrobiłam, dokonało się

Grosz za moje myśli, och nie, sprzedam je za dolara
Są one warte o wiele więcej po tym, jak odeszłam
I może teraz usłyszysz słowa, które śpiewałam
Zabawne, jak ludzie zaczynają słuchać, kiedy już nie żyjesz

Gdybym umarła młodo, pogrzebcie mnie w satynie
Połóżcie mnie w łóżku usłanym różami
Zatopcie mnie w rzece o świcie
Odeślijcie mnie ze słowami miłosnej piosenki
Uch, och (uch, och)

Ballada gołębicy (uch, och)
Odejdź w pokoju i miłości
Pozbieraj swoje łzy, trzymaj je w kieszeni
Zachowaj je na czas, kiedy naprawdę będziesz ich potrzebować, och

Ostry nóż krótkiego życia
Cóż, widocznie miałam już wystarczająco dużo czasu

Więc ubierzcie się dobrze chłopcy, a ja założę moje perły”
The Band Perry- „If I die young”


Od jej śmierci minęły już trzy lata, a ja dopiero teraz potrafię spojrzeć sobie w oczy i przyznać się do mojej winy. Powiedzieć, że to ja ją zabiłem. A co z resztą? Nie potrafię im spojrzeć w oczy i udawać jak wcześniej. To takie trudne przebywać razem, a szczególnie wtedy na sali sądowej, kiedy za sprawcę został uznany kierowca ciężarówki. Był podstawiony, ale i tak miał siedzieć już za inne zabójstwo.
Nikt tak naprawdę nie wie, kim są oni. Jedyną potwierdzoną informacją jest to, że są organizacją rządową, która na zlecenie prezydenta musi sprawić, że osoby, które potrafią przeciwstawić się władzy, muszą zniknąć. Oczywiście oni nie ubrudzą sobie rąk. Wyznaczają ludzi, którzy są najbliżej niebezpiecznej osoby. Może to być rodzeństwo, rodzina czy przyjaciele. Wybierają tych, którzy się nie postawią im.
Straciłem już dwie osoby, które w jakimś stopniu były mi bliskie. Najpierw przyjaciela, który wspierał uchodźców z krajów pogrążonych w wojnie oraz żołnierzy walczących po drugiej stronie. Wkrótce w niektórych organizacjach stał się kimś na wzór lidera. Prezydent to zauważył i uznał, że Finn jest tym niebezpiecznym. Zgłosił to im, a oni poszukali odpowiedniego mordercy. To Mia stała się ich ofiarą. Szantażowali ją różnymi sposobami, a ona nie chciała aż tak wiele stracić
Potem znaleźli Veronicę. Kierowała zespołem, który wspierał ludzi na całym świecie. Rząd tego nie mógł zaakceptować. Reszty można się domyślić. Oni znaleźli mnie. Początkowo nie chciałem się zgodzić, ale zabrali mojego ojca. Powiedział mi, że nie mogę się poddać, że ktoś musi ich powstrzymać. Posłuchałem go, ale już nigdy nie usłyszałem jego głosu. Potem zabrali mi matkę. Nie mogłem pozwolić na to, żeby odebrali mi wszystkie bliskie osoby. Wtedy się zgodziłem, ale nie mieli litości.
Dzisiaj wiem, że powinienem walczyć do końca. Powiedzieć o nich ludziom. Chociażby skończyło się to bratobójczą walką, ktoś by wygrał, a my stanowiliśmy większość. Może wtedy bycie sobą i dążenie do celów, które pomagają innym byłoby zaakceptowane.
Każdego dnia, kiedy idę na cmentarz. Podchodzę do jej grobu i widzę te dwie daty. Teraz dla prawie wszystkich te dwie daty są najważniejszymi datami  w jej życiu. Lecz tylko nieliczni dostrzegają miedzy nimi kreskę, która oznacza to, co przeżyła. To jej życie i właśnie je powinniśmy zapamiętać, a nie śmierć czy  narodziny.
Pamiętam moment, kiedy ją spotkałem. Była wtedy zwykłą dziewczyną, kimś przez kogo zginęli moi rodzice. Chciałem jej śmierci, tak jak oni zginęli przez nią. Lecz kiedy ten dom zaczął się palić,
a ona miała zniknąć z mojego życia, zrozumiałem, że ją kocham. Próbowałem ją uratować, ale oni nie mogli tego zaakceptować. Nie było już wyboru.
Teraz wszystko zniknęło. I oni, i ona. Wszystkim się wydaje, że skoro minęły już trzy lata, zapomniałem o niej. Ale nigdy tego nie zrobię, bo powiedzenie: „Do widzenia” wydaje się na zawsze, a pożegnanie jak koniec, ale w moim sercu pozostanie wspomnienie,w którym ona zawsze będzie.



I tylko czasami, czasami się zastanawiam, co było gdybyśmy spotkali się w innych okolicznościach...

Nie ma morału..
Nie ma szczęśliwego zakończenia…
Po prostu…

Ona odeszła…




..........
Powiedzmy sobie prawdę prosto w oczy. Zawalam po całej linii, ale to nie tak zaczynają się pożegnania, prawda?
Lecz nie musimy się jeszcze żegnać. Przecież wkrótce na blogu ukażą się zdjęcia tej książki po oprawieniu.
Mimo wszystko będę tęsknić za tym blogiem.
Ale to już epilog:
THE SHOW MUST GO ON
Pewnie widzimy się na kolejnych blogach, ale ten będzie dla mnie szczególny, bo to od niego wszystko się zaczęło.

„Chciałabym, żebyśmy mogli zacząć od nowa
I cofnąć czas
By poprawić przeszłość.”
„Underneath it All” Martina Stoessel

sobota, 31 maja 2014

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Wspomnienia…

„Bij mnie dopóki moje ciało będzie bez czucia.
 Przekaż diabłu moje pozdrowienia,
 gdy będziesz wracać tam skąd pochodzisz.”
Bruno Mars- „Grenade”

Każdy ma na świecie miejsce, w którym czuje się świetnie, jak w domu. U mnie jest z tym lekki kłopot, gdyż prawie co tydzień gramy koncert w innym mieście, a co za tym idzie, później w innym kraju, aż przyjdzie czas na zmianę kontynentu. Aktualnie zostaliśmy na dłużej w Nowym Jorku. Przywiało nas tutaj z jednego powodu. Mianowicie wystąpimy na Times Square w Sylwestra. Niektórzy ludzie lubię góry, jeziora czy morze, a Nowy Jork tego nie ma. Lecz myślę, że to jego nowoczesność przyciąga ludzi do niego. Nie bez powodu nazwane jest „miastem, które nigdy nie zasypia”. To właśnie przez ogromną aglomerację świetlną budynków, którą można zaobserwować nocą.
Dla mnie to miasto jest po prostu spełnieniem marzeń, przecież jest nazywane nawet tego stolicą. Pamiętam, że we wszystkich książkach jakie dotychczas czytałam i w prawie wszystkich filmach jakie oglądałam jest wspomniany Nowy Jork. Na podstawie tego zrobiłam listę miejsc, które muszę zobaczyć lub rzeczy, które muszę zrobić.
ü  Musiałam zobaczyć na żywo Statuę Wolności, a w dodatku wejść na nią.
ü  Kolejną ważną rzeczą do zrobienia było przejechanie się charakterystyczną dla tego miasta żółtą taksówką.
ü   Obowiązkowe było przejście przez, chociaż kawałek czterech wybranych przeze mnie dzielnic:
·         Manhattan- główny powód, to taki, że ta dzielnica znajduje się na prawie każdej pocztówce z Nowego Jorku. A poza tym znajduje się tam Central Park, zielone serce Nowego Jorku.
·         Brooklyn- ze względu na wielki poziom niebezpieczeństw, który występuje w tej dzielnicy. Ale jest tam most Brooklyński.
·         Queens- ponieważ jest tam stadion jednej z moich ulubionych baseballowych drużyn, New York Mets.
·         Bronx- gdyż jest tam największe zoo w Stanach i stadion zespołu New York Yankees
ü  Zjeść śniadanie u Tiffany’ego. To taki mój wymysł po obejrzeniu filmy „Śniadanie u Tiffany’ego”. Wraz z Kevin’em poszliśmy kupić śniadanie w jakimś sklepiku. Przyszliśmy pod główny sklep Tiffany’ego w Nowym Jorku i rozkoszowaliśmy się deserem truskawkowym.
ü  Obowiązkiem takich artystów jak my jest zaśpiewanie na Broadway’u. Włamaliśmy się do teatru i weszliśmy do jednej z sal występów. Już mieliśmy zacząć śpiewać, ale wszedł ochroniarz. Zadał nam kilka pytań, ale dał nam dziesięć minut na spełnienie marzeń.
ü  Znalezienie na Wall Street pomnika, który przedstawia byka.
ü  Zapadło mi w pamięć zdanie: „Jeśli w Nowym Jorku ludzie się na ciebie gapią, to naprawdę jest niedobrze”. Ustanowiłam to sobie za cel. Przebrałam się za ogromną marchewkę i zaśpiewałam „We found love”- Rihanna.

Udało mi się spełnić wszystkie punkty tej listy. Zdecydowanie jest to powodem to wielkiego szczęścia. Teraz idę Manhattan’em do Spice Market. Miejsca, w którym mieliśmy wszyscy się spotkać. Przynajmniej mam nadzieję, że będą wszyscy. Właściwie to zawsze był komplet. Lecz jednego razu odwołaliśmy spotkanie, bo nakładało się z naszym zakończeniem roku. A propos zakończenia roku. Pamiętam to jakby było wczoraj. Wszyscy ubrani na czerwono i te kwadratowe czapeczki. Jak zwykle była przemowa przewodniczącego, a na jej zakończenie niesamowity lot czapek w stronę sufitu i z powrotem. Można by rzec było świetnie, ale to był czas pożegnań. Nie tylko z nauczycielami, ale także z młodszymi uczniami, bo to oni nas wspierali kiedy przyszedł czas na maturę. Wszyscy ją zdaliśmy i dostaliśmy świadectwa, które były naszym biletem w przyszłość. Ale najbardziej doskwierały mi nerwy. Co dalej? Co będę robić po szkole? Odpowiedź  otrzymałam w niedługim czasie. I już do dzisiaj pozostała taka sama. Mianowicie muzyka. Może kiedyś zespół się skończy i wtedy wyjdę za mąż za Liama. Zamieszkamy w cudownym, beżowym domku w Nowym Jorku. Będziemy mieli dwoje dzieci- chłopca i dziewczynkę i psa, koniecznie boksera. A ja wtedy będę grać na deskach teatru. To właśnie moje „chore” zamierzenia na przyszłość, w które coraz bardziej zaczynam wątpić.
Nim się obejrzałam, dotarłam do restauracji. Jak zwykle olśniewa mnie swoją prostą budową, która jest jak czekoladowe ciastko. Z wierzchu wydaje się zwyczajnym suchym piernikiem, ale w środku jest płynna czekolada, która rozpływa się w ustach. I to właśnie skrywa ten budynek- prześwietne jedzenie.
Wchodzę pewnym krokiem, popychając uprzednio obrotowe drzwi. Od razu zauważam ich przy stoliku najbliżej okna, a zarazem największego. Jak zwykle roześmiani, ale już doroślejsi. Właściwie tylko z wyglądu, bo każdym z nas kryje się infantylne dziecko. Zauważyłam, że przyszłam ostatnia, więc spoglądam na zegarek w telefonie. Właściwa godzina, więc spoglądam na ogromny, dębowy zegar powieszony na ścianie w restauracji. Wniosek jest taki, że ktoś przestawił mój zegarek, bo jestem spóźniona o dwie godziny. Niepostrzeżenie próbuje się przecisnąć na jedno z miejsc przy stoliku.
-O, proszę. Nasza spóźnialska przyszła! –woła Harry.
-Cześć wszystkim! –witam zebranych z uśmiechem i macham jak księżniczka, czyli złączam place, lekko wyginam i wykręcam lekko nadgarstek w tą i z powrotem.
-Ronnie, zjedz snicers’a, bo zaczynasz gwiazdorzyć –żartuje Chris.
-Przepraszam. Mam przestawiony zegarek i… -próbuję wyjaśnić sytuację.
-Już się nie tłumacz –przerywa mi Sam.
-Ominęło cie tylko omówienie dotychczasowych koncertów, wyznaczanie kolejnych dat w przyszłej trasie, wybieranie utworów i suchy podryw Harrego –wylicza George.
-A kto jest tą szczęściarą –mówię z sarkazmem w głosie.
-Ktoś tu jest zazdrosny! –piszczy Katie, następnie wybucha śmiechem.
-Tak, jasne. Zostawmy już tą sprawę, bo przysięgam, nie ręczę za siebie. Pomówmy na przykład… O pogodzie –plotę nie wiedząc sama co.
-O pogodzie? –pyta Lucy. –Serio?
-No, nie trzeba o tym. Przecież akceptuję inne możliwości –mówię zmieniając głos na o wiele niższy, upodabniając go do głosu George’a. Wspomnienia wracają, a to przywraca kolejny wybuch śmiechu.
-Dobra, skoro wszyscy jesteście, ja i Carmen chcemy wam coś powiedzieć –mówi poważnym tonem, co wydaje się dziwne.
Nie wspominałam jeszcze o nowej asystentce George’a- Carmen Peazer. Spotkaliśmy ją w Hiszpanii, gdzie organizowała nasz koncerty. Myślę, że od razu wpadli sobie w oko, chociaż są zupełnymi przeciwieństwami.
-Ja i Carmen pobieramy się! –wykrzykuje George.
Wszyscy wstajemy i zaczynamy bić brawa przyszłej parze młodej. Wśród naszych braw słychać gwizdy zadowolenia i ciche okrzyki. Za chwilę Liam wznosi za nich toast, który kończy zdaniem: „George, staruszku, to już będzie twoje trzecie wesele, więc został ci tylko pogrzeb”. Powiedział nawiązując do filmu „Trzy wesela i pogrzeb”, właściwie tylko do tytułu. George zaczyna go gromić wzrokiem, a my śmiejemy się, dopóki George nas nie powstrzyma. Potem gawędzimy jeszcze moment, aż Carmen wstaje i mówi, że chce coś zaśpiewać. Wstaje i podchodzi do sceny, uprzednio wkładając płytę do magnetofonu. Podnosi do mikrofonu i zaczyna śpiewać, doskonale nam znany przebój Whitney Houston „I will always love you”.

“If I should stay, 
I would only be in your way. 
So I'll go, but I know 
I'll think of you ev'ry step of the way. 

And I will always love you. 
I will always love you. 
You, my darling you. Hmm. 

Bittersweet memories 
that is all I'm taking with me. 
So, goodbye. Please, don't cry. 
We both know I'm not what you, you need. 

And I will always love you. 
I will always love you. 

I hope life treats you kind 
And I hope you have all you've dreamed of. 
And I wish to you, joy and happiness. 
But above all this, I wish you love. 

And I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I will always love you. 
I, I will always love you. 

You, darling, I love you. 
Ooh, I'll always, I'll always love you.”

„Jeżeli postanowiłabym zostać
Byłabym tylko przeszkodą na twojej drodze
Więc odejdę, lecz wiem
Że będę myśleć o tobie z każdym moim krokiem

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Ciebie, mój drogi, Ciebie...

Gorzko-słodkie wspomnienia
To wszystko co wezmę ze sobą
Więc do widzenia, proszę nie płacz
Oboje wiemy, że nie jestem tym, czego Ci trzeba

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać

Mam nadzieję, że życie dobrze Cię wynagrodzi
I mam nadzieję, że dostaniesz wszystko, o czym marzyłeś
Życzę Ci zabawy i szczęścia
Ale przede wszystkim życzę Ci miłości

A ja zawszę będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać
Zawsze będę Cię kochać

Ciebie, najdroższy, Ciebie kocham
Ooh, zawsze, zawsze będę Cię kochać”

Wielu z nas uroniło się kilka łez, bo nie spodziewaliśmy się tak pięknego głosu ze strony Carmen. Chcę jej iść pogratulować głosu, ale zauważam różową czuprynę, która znika za drzwiami do nieznanego pokoju wraz z… Liamem. Postanawiam za nimi pójść. Powolnym krokiem idę ich śladami, uważając, żeby nikt mnie nie zauważył. Kiedy docieram pod drzwi minęło już sporo czasu od kiedy zaczęli rozmawiać ale udaje mi się słyszeć strzępek ich rozmowy.
-Gdybym mogła  nie zrobiłabym tego, przecież wiesz. Ty możesz jeszcze uciec, nie musisz tego robić. Mam znajomych, którzy mogą podrobić ci podrobić dokumenty, zmienić ci wygląd, tak żeby oni cię nie znaleźli –mówi z przejęciem Mia.
-Decyzja podjęta. Ja już nie mam wyjścia. Zacząłem to, więc skończę –odpowiada Liam.
-Naprawdę chcesz ją stracić. Ja sobie nigdy nie wybaczyłam. Codziennie rano powtarzam sobie: „Dlaczego rozstania tak bolą?”. Jak myślisz Liam, jak długo jeszcze będę się zbierała? Ile jeszcze?! Tydzień, dzień, cały rok… całe życie. Nie wiem. Wydaje ci się, że będziesz z kimś na zawsze, bez żadnych przeszkód, problemów czy awantur. A tu jednak nie. Miłość jest taka nietrwała, nieodporna na ciosy. Oni mówili, że to takie proste, mówili mi, że to przejdzie, że jest milion rybek w oceanie. W środku jakoś tak czuję, że Finn nigdy nie wróci –mówi coraz ciszej.
-Sama to zrobiłaś –wytyka jej Liam.
-Myślisz, że miałam wybór. Oni nakreślili mi warunki. Powiedzieli kogo mam zabić, jak i kiedy. Nie można było się sprzeciwić, bo inaczej to ty dostajesz kulkę w łeb. Musiałam zabić Finn’a Clarkson’a –mówi przekonującym głosem Mia.
Finn Clarkson. Brat Kevin’a. Ona go zabiła. Nie odpuszczę jej tego. Nie zostanie bez winy. Wskakuję do pokoju zdziwiona tym, że pomimo jej wyznania Liam nic sobie z tego nie robi. Po prostu siedzi i spogląda na mnie.
-To ty go zabiłaś! –krzyczę, podbiegając do niej.
-To nie tak jak myślisz… -nie daję jej dokończyć.
Przygwożdżam ją do podłogi, siadając na niej okrakiem. Zadaję jej kolejne ciosy pięściami w twarz. Nie zwracam uwagi na to gdzie trafiam. Ma już miazgę zamiast policzka , akrew bryzga bardziej niż na operacjach. Chcę się pozbyć tego bólu, który tak bardzo chce pomścić Finn’a. Chyba powoli traci przytomność. Wstaję, spoglądam na nią. Prawą stopą wymieram jej kopa prosto w brzuch. I jeszcze jeden i jeszcze jeden. Nie czuję żadnego bólu na obitych knykciach, ani w nodze, która zadaje ciosy coraz szybciej. Czuję czyjeś ręce wokół mojej talii, które odciągają mnie od niej. Ten ktoś odwraca mnie, tak że stoję twarzą w twarz z ratownikiem Mii. To Liam.
-Oszalałaś? Zawożę cię do hotelu –mówi.
Nie protestuję, a może powinnam. Zaprowadza mnie do motoru. Podaje mi kask, a następnie zakłada drugi sobie. Wchodzi na motor, a ja tuż po chwili siadam za nim. Obejmuję go w pasie. Czuję, że ruszamy. Pierwsza ulica. Skręt. Druga Ulica. Skręt. Jedziemy coraz szybciej. Przejeżdżamy na czerwonym. Kolejny zakręt. Motor rozpędza się coraz szybciej. Widzę kolejne światła. Zmiana zielonego na czerwone. To skrzyżowanie. Samochody z prostopadłego pasu rozpędzają się. Zaczynam widzieć pędzącą ciężarówkę. Motor jedzie coraz szybciej. Jesteśmy coraz bliżej świateł, a Liam nie zwalnia. Ciężarówka jest coraz bliżej. Przejeżdżamy przez skrzyżowanie. Odwracam głowę w stronę pędzącej ciężarówki. Dostrzegam tylko oślepiające światło, a potem nic. Ciemna pustka.

✪✪✪✪✪✪

-Dajcie dziewczynę na blok operacyjny, a chłopakowi tylko zeszyjcie rany na czole i może już iść! –wykrzykuje ordynator.

✪✪✪✪✪✪

-Przykro mi, ale pani Miller miała kiedyś przeprowadzony przeszczep serca. W tym wypadku zostało ono uszkodzone i tylko od państwa zależy czy mamy szukać kolejnego serca do przeszczepu. Czasu mamy nie mało, a krew dziewczyny jest bardzo rzadka. W dodatku bardzo trudno znaleźć w aż tak krótkim czasie organ do przeszczepu –oznajmia chirurg.


✪✪✪✪✪✪

-Obiecuję ci, że znajdę ci to serce –mówi Liam do nieprzytomnej Veronici.


✪✪✪✪✪✪

Veronica Miller

Zm. 31 grudnia 2026r.


niedziela, 11 maja 2014

Drogi Pamiętniku!

Sekundy…
Minuty…
Godziny…
Dni…
Tygodnie…
Miesiące…
Lata…
Drogi Pamiętniku!

            Pamiętasz może jeszcze tą dziewczynę, przed którą kurtyna podniosła się pierwszy raz dwa lata temu. To właśnie ja! Możliwe, że w żadnym calu nie przypominam tamtej mnie, ale to wciąż ta sama osoba. Tylko teraz na nasze koncerty przychodzą tłumy. Teraz zdobyliśmy to o czym marzyliśmy. Teraz jesteśmy dorośli.

To niesamowite słyszeć ludzi skandujących:
-The Angels! The Angels!

                Ciągle na nagłówkach gazet. Niby wspaniałe, ale to nie fajnie kiedy piszą same kłamstwa oraz wymysły. Drobne wyjście do sklepu okazuje się istną walką ze ścianą fanów proszących o autografy czy zdjęcia. Ostatnio słyszałam zdanie: „Stali się sławni w pięć minut, czy krótsza będzie ich kariera?”. To n i e d o r z e c z n e. Muzyka zawsze będzie w naszych sercach.
           „Razem możemy więcej!”. Ten kto to wymyślił był geniuszem. Może w moim przypadku razem oznacza jedenaście, ale duchowo jesteśmy tysiącem. Tak, jest nas jedenaście. To najbardziej pokręceni ludzie jakich znam. Można nas porównać do kwiatów, każdy jest inną odmianą. Osobno jesteśmy jakimś „chwastem”, ale razem tworzymy łąkę, którą wiele osób się zachwyca. Jesteśmy jednym. MY.
     Słyszeliście zdanie
Veronica
Liam
Leon
Lucy
Harry
Lena
Louis
Katie
Chris
Kevin
Sam
                Dogadujemy się bardzo dobrze, a więzi, którą są pomiędzy nami są nierozrywane. Może było pomiędzy kilka bitw na jedzenie czy może na poduszki, łaskotki, widelce lub wodę. Lecz wszystkie te kłótnie kończyły się słowami:
„-Tulimy?
-Tulimy!!!”
                Lecz jak jest głębiej? Jak jest pomiędzy wierszami?
                Ja i Liam… Trudno to nazwać związkiem, bo odpowiedniejszą nazwą jest ogromna, może nawet za duża, przyjaźń. Chyba z tego związku coś by wypaliło, ale jest pewna osoba, z którą wiąże się wiele problemów.
Mia Rollins
                 Była dziewczyna Liama z bardzo rozwiniętą wyobraźnią. Szczerze. Mam jej dość. Powiem prosto z mostu. Gdyby przypadkiem się paliła wyjęłabym pianki i zaczęła je nad nią piec.
                A propos ognia. Jakiś rok temu chcieliśmy uczcić udany koncert i zrobić sobie taką małą imprezkę. Mieliśmy pojechać na kręgle, ale chłopcy jak zwykle graliby w bilard. Ja troszkę gorzej się poczułam i postanowiłam zostać w domu. Reszta pojechała i zostałam sama. Poszłam spać. Obudził mnie zapach dymu i spalenizny. Otworzyłam oczy i zobaczyłam płomienie opatulające ściany oraz podłogę. Z zewnątrz słyszałam donośny ryk syreny strażackiej. Po chwili obraz zaczął się rozmazywać. Wszystko powoli znikało, a ja odpłynęłam. Ocknęłam się w szpitalu. Znajomi powiedzieli mi, że Liam zaniepokoił się tym, że długo nie dzwoniłam, więc postanowił sprawdzić, co się dzieje. Kiedy dojechał zobaczył już straż pożarną i spalony domek, zrozumiał, że nikt nie wiedział  o tym, że przebywam w budynku. Wyskoczył z auta, założył kombinezon ognioodporny i w biegł do domu. Jednym słowem został moim bohaterem.
Sprawca nieznany, ale mam swoje własne teorie.
              
  Innym razem chcieliśmy zabawić się, podsumować dotychczasowe koncerty i pogadać w knajpce w jakimś tam mieście. Wszystko było spoko, okay. Z powodu tego iż miałam następnego dnia egzamin szybko wróciłam do domu. W drodze do budynku czekała mnie niespodzianka. Mianowicie zakapturzona postać wyłoniła się zza rogu. W ręku trzymała połyskujący w blasku księżyca przedmiot. Nóż. Momentalnie rzuciła się na mnie. Poczułam wbijający się metal w moje udo. Znowu krzyk. Tym razem nie mój. Znowu tracę przytomność i znów budzę się w szpitalu. Z opisów przyjaciół wynika, że zapomniałam torebki. Liam chciał mi ją zanieść, więc ruszył biegiem chcąc mnie dogonić. Kiedy zobaczył napad pobił się ze sprawcą, ale ten zdążył uciec, a Liam wezwał pogotowie. Drugi raz jest moim bohaterem.
   Policja określa te sprawy jako niewyjaśnione. Po prostu zwykłe przypadki. Lecz nic nie dzieje się ot tak. Nawet nie zgłębili się w te sprawy. Zupełnie jakby ktoś im nie kazał śledzić sprawcy. Właściwie to wiem kto. Ojciec Mii jest „szefem” miejscowej policji. Wystarczy, że powarczy na kilka osób i po sprawie.
Lecz zostawmy już tę okropną sprawę. Chyba wolę o niej zapomnieć. Dzisiaj jest przepiękny dzień.
Świętujemy odbiór nagrody Grammy. Hahahaha. A tak na serio, to robimy małe podsumowanie tego co dotychczas osiągnęliśmy. Małe przymiarki kostiumów zajęły mi tylko cztery godziny. Następnie zapakowałam torebkę, która jest nieźle napchana. Po wielkich przemyśleniach, postanowiłam, że pójdę tam na pieszo.

✪✪✪✪✪✪

Nie potrzebuję skrzydeł, żeby latać, potrzebuję…

Ludzi, dzięki którym nie upadnę.








**************
\No hej. Jednak jeszczze Was pomęczę. Koniec bezie za rozdział i epilog. I mam nadzieję, że chociaż jeden czytelnik wspomni tego bloga za parę lat.

Pozdrawiam xoxo

piątek, 25 kwietnia 2014

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Kurtyna zaraz pójdzie w górę…
To właśnie ja.

„Istnieją sny w kolorze.
Czasem jest lepiej lub gorzej.
Wystarczy miłość, miłość, miłość i tysiąc piosenek.”
„Ser mejor”- Violetta

Zastanawialiście się kiedyś, jak stresują się pisklęta przed swoim pierwszym lotem? Ja też nie. Lecz przecież, to od tego zależy ich życie w stadzie. Od tego zależy czy będą mogli być jak inni, a nawet lepsi. Od tego zależy czy spełnią swoje marzenia. I właśnie w tej chwili można mnie porównać do takiego pisklaka. Cała drżę i nie mogę na niczym skupić myśli. Nawet zapomniałam tekstu.
Nie mogę zawieść tych dzieci. Są one w o wiele gorszej sytuacji niż ja. Prawdopodobnie nigdy nie wyzdrowieją, a choroba będzie je trzymać aż do śmierci. Potrzebują tej forsy. Strasznie jej potrzebują. Leczenie wymaga sporo kasy, a ludzie w tych czasach nie wysyłają już tak dużo sms-ów o treści „POMAGAM”. Ktoś im musi pomóc, a ja chcę im pokazać, że warto kochać życie. Powinniśmy poszukiwać radości i swojego miejsca w świecie, a ich miejscem na pewno nie jest szpital. Dookoła wszystko się zmienia, zaczynają się pojawiać nowe miejsca, nowi ludzie, a oni. Oni nie mogą tego zobaczyć, bo siedzą w szpitalu zawinięci w jakieś rurki. Bo ten kto czeka w tym szpitalu na cud, nie idzie do przodu. Trzeba działać. Bo tylko ten kto szuka, dociera do cela. Nie ważne jakiego celu, ale o to chodzi. O małe kroczki, które prowadzą do upragnionego celu.
Biorąc pod uwagę powagę sytuacji, muszę się wyluzować. Wyjmuję paczkę czerwonych Marlboro i wychodzę tylnim wyjściem. Siadam na lodowatym stopniu i wyjmuję zapalniczkę. Po chwili końcówka papierosa żarzy się w pomarańczowym odcieniu. Dokładam go do ust i zaciągam się porządnie, żeby po chwili wypuścić dym w powietrze. Wylatuje on jak problemy otaczającego świata. Na białej części papierka widać odcisk różowej szminki. Nienawidzę, kiedy tak się robi. Dziewczyny zdążyły już mnie umalować i zrobić fryzurę. Postawiły na lekki makijaż i lekko falowane włosy. Uzupełnieniem zostaje zwiewna i delikatna sukienka w odcieniu morza o poranku.
Kiedy papieros wypalił się do końca wchodzę z powrotem do budynku. Spoglądam na zegarek, a moje oczy otwierają się szeroko ze zdziwienia. Do występu zostało dwadzieścia minut.
-Stresik?! –słyszę zza pleców głos Kevin’a.
Kevin to jeden z nowszych członków zespołu. Zgłosił się do mnie na jednej z przerw w szkole podając mi dwa argumenty. Po pierwsze: świetnie gra na keyboardzie, a po drugie: jeśli nie weźmiemy „czarnego” do zespołu to pójdzie zaskarżyć się do Organizacji Praw Człowieka, czy czegoś tam. Nie przyjęliśmy go dlatego, bo jest czarnoskóry, ale dlatego, bo ma talent. Doskonale tańczy, śpiewa, komponuje i gra na kilku instrumentach. Po prostu człowiek t a l e n t.
-Troszeczkę –odpowiadam cicho.
Spoglądam na krzesła stojące obok przymierzalni. Siedzą już na nich dziewczyny, zapewne plotkując o różnych sprawach. To Katie, Sam i Lena. Leno to ta kelnerka z Chinatown. Katie doskonale śpiewa, ale niestety jej ojciec organizuje im częste przeprowadzki, co nie ułatwia jej kontaktów z rówieśnikami. A Sam. To po prostu Sam. Ciągle powtarza „przepraszam”, ale nie wiedziałam fajniejszej dziewczyny na tej planecie. Doskonale spisują się jej rodzinne potrawy z Meksyku. Lecz jej najlepszy numer to pogawędki z łatwowierną Katie:
 
-Czym się zajmujesz? –zazwyczaj pyta Katie.
-Łapię kosmitów –odpowiada żartem Sam.
-Nie wierzę ci –mówi Katie.
-Widziałaś kiedyś kosmitów? –pyta, powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem Sam.
-Nie –mówi zadowolona Katie.
-Nie musisz dziękować! –woła Sam i odchodzi z triumfalnym uśmieszkiem.

Spoglądam dalej i widzę chłopaków gadających o różnych „męskich” rzeczach. To Liam i Harry. Najlepsi. Kumple. Ja i Harry nie dogadujemy się, lekko mówiąc. Pewnie gdzieś przy głośnikach kręci się Louis. Louis to gościu, który wymyślił naszą nazwę. Mianowicie- „The Angels”. Nie muszę długo główkować, żeby stwierdzić, że Chris pewnie wyleguje się gdzieś na dworze i myśli o niestworzonych rzeczach. Jeszcze jest Leon, który zawsze siedzi w kuchni i coś je.
-The Angels na scenę! –słychać skrzeczący głos z głośników, który należy do Georga. George jest naszym „menadżerem”, załatwia wszystko i dostarcza kasę potrzebującym.
Jak na komendę wszyscy ustawiamy się na scenie. Dostajemy po mikrofonie i za jeden moment kurtyna podniesie się.
-Gotowi? –pyta Lucy.
-Nie –odpowiadamy zgodnie, chociaż niektórzy odpowiedzieli przeciwnie.
Kurtyna znalazła się u samego szczytu, odsłaniając tym samym nas wszystkich. Pełna widownia. Równe dwa tysiące miejsc. Spoglądamy na siebie i już wiemy, że to nowy początek. Koniec problemów. Uśmiechamy się szeroko i po chwili rozpoczynamy piosenkę, która otwierała koncert.

“Sing it out,
Boy, you've got to see what tomorrow brings.
Sing it out,
Girl, you've got to be what tomorrow needs.

For every time,
That they want to count you out,
Use your voice,
Every single time you open up your mouth.

Sing it for the boys,
Sing it for the girls,
Every time that you lose it sing it for the world.
Sing it from the heart,
Sing it till you're nuts,
Sing it out for the ones that'll hate your guts.
Sing it for the deaf,
Sing it for the blind,
Sing about everyone that you left behind.
Sing it for the world,
Sing it for the world.
Sing it out,
Boy, they're gonna sell what tomorrow means
Sing it out,
Girl, they're gonna kill what tomorrow brings
You've got to make a choice,
If the music drowns you out.
And raise your voice,
Every single time they try and shut your mouth.

Sing it for the boys,
Sing it for the girls,
Every time that you lose it sing it for the world.
Sing it from the heart,
Sing it till you're nuts,
Sing it out for the ones that'll hate your guts.
Sing it for the deaf,
Sing it for the blind,
Sing about everyone that you left behind.
Sing it for the world,
Sing it for the world.

Cleaned-up corporation progress,
Dying in the process.
Children that can talk about it,
Living on the webways.
People moving sideways,
Sell it till your last days.
Buy yourself the motivation,
Generation nothing.
Nothing but a dead scene,
Product of a white dream.
I am not the singer that you wanted,
but a dancer.
I refuse to answer,
Talk about the past, Sir 
Wrote it for the ones who want to get away.


Keep running!

Sing it for the boys,
Sing it for the girls,
Every time that you lose it sing it for the world.
Sing it from the heart,
Sing it till you're nuts,
Sing it out for the ones that'll hate your guts.
Sing it for the deaf,
Sing it for the blind,
Sing about everyone that you left behind.
Sing it for the world,
Sing it for the world.

You've got to see what tomorrow brings!
Sing it for the world,
Sing it for the world.
Yeah, you've got to be what tomorrow needs!
Sing it for the world,
Sing it for the world.” –“Sing” -
My chemical Romance

„Wyśpiewaj to,
Chłopcze musisz zobaczyć, co przyniesie następny dzień
Wyśpiewaj to, 
Dziewczyno, musisz być tym czego potrzebuje następny dzień

Za każdym razem 
gdy chcą cię odrzucić,
Użyj swojego głosu,
Za każdym razem otwórz usta.

Śpiewaj dla chłopaków,
Śpiewaj dla dziewczyn
Za każdym razem gdy przegrywasz wyśpiewaj to światu
Śpiewaj z serca,
Śpiewaj to dopóki jesteś dziwakiem
Wyśpiewaj to tym, którzy będą nienawidzić twoją odwagę.
Zaśpiewaj to dla głuchego,
Zaśpiewaj dla ślepego
Śpiewaj o każdym, kogo pozostawiłeś za sobą.
Śpiewaj dla świata, 
Śpiewaj dla świata

Wyśpiewaj to,
Chłopcze oni sprzedadzą następny dzień
Wyśpiewaj to,
Dziewczyno, oni zabiją to co ,przyniesie następny dzień
Musisz dokonać wyboru
Jeśli muzyka cię pochłonie
I wzniesie twój głos
Za każdy razem, gdy oni starają się zamknąć ci usta

Śpiewaj dla chłopaków,
Śpiewaj dla dziewczyn
Za każdym razem gdy przegrywasz wyśpiewaj to światu
Śpiewaj z serca,
Śpiewaj to dopóki jesteś dziwakiem
Wyśpiewaj to tym, którzy będą nienawidzić twoją odwagę.
Zaśpiewaj to dla głuchego,
Zaśpiewaj dla ślepego
Śpiewaj o każdym, kogo pozostawiłeś za sobą.
Śpiewaj dla świata, 
Śpiewaj dla świata

Pokonywanie postępów korporacji
umiera w trakcie
Dzieci, które mogą o tym rozmawiać
żyją na sieciowe sposoby
Ludzie poruszający się bocznymi ścieżkami
Sprzedadzą to, zanim nadejdą twoje ostatnie dni.
Kup sobie motywację, 
nie wytwarzającą niczego.
Niczego, poza miejscem zbrodni,
wytworu białego snu.
Nie jestem piosenkarzem, którego chciałeś,
Ale tancerzem
Odmawiam odpowiedzi,
rozmów o przeszłości,
tak i napisałem to dla tych, którzy chcą się stąd zabrać.


Nie przestawaj biec!

Śpiewaj dla chłopaków,
Śpiewaj dla dziewczyn
Za każdym razem gdy przegrywasz wyśpiewaj to światu
Śpiewaj z serca,
Śpiewaj to dopóki jesteś dziwakiem
Wyśpiewaj to tym, którzy będą nienawidzić twoją odwagę.
Zaśpiewaj to dla głuchego,
Zaśpiewaj dla ślepego
Śpiewaj o każdym, kogo pozostawiłeś za sobą.
Śpiewaj to dla świata, 
Śpiewaj to dla świata

Musisz zobaczyć, co przyniesie następny dzień
Śpiewaj dla świata
Śpiewaj dla świata
Musisz być tym, czego potrzebuje następny dzień
Śpiewaj dla świata
Śpiewaj dla świata!” –“Sing” -
My chemical Romance

Oklaski, a właściwie owacje na stojąco. Najlepszy lek na szeroki uśmiech. Musieliśmy zejść ze sceny, gdyż organizatorzy właśnie zaczęli przeprowadzać wywiad z jakimś ważnym ktosiem w show biznesie, który poparł ten koncert. Zeszliśmy za kulisy, a dokładniej do sali tanecznej. Każdy usiadł w wybranym przed siebie miejscu, większość na podłodze. Sala jest ogromna z dużą ilością luster.
-I już po stresie –woła Kevin.
-Ta… -odpowiada Harry na, co wszyscy wybuchamy śmiechem.
-To kto teraz ma solówkę? –pyta Sam.
-Chyba ja –mówi Kevin.
-Masz już pomysł? –pytam cicho.
-Tak. Jest tak bardzo od serca –mówi wolno, trochę niepewnie.
-Taka głęboka? –mówi Liam.
-Tak. Jak plama na sercu –odpowiada Kevin.
-O ile ktoś je ma –prycha Katie.
-Oj, zamknij się. Idę za kulisy skoro tak mnie wspieracie –jak powiedział tak zrobił smutny Kevin.
-Co mu się stało? –pyta Lucy.
-Jest trochę smutny –mówię powoli.
-Hej! Ludzie! Zaraz występuje Kevin –oznajmia nam głos Leona, który wybiegł już za kulisy.
Zgodnie pobiegliśmy w wyznaczone miejsce. Na wielkiej scenie stał mały taborek, który był już zajęty przez chłopca z gitarą. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy i wyczytać ból, smutek i tęsknotę. Jedynym problemem jest to, że nie wiemy co się stało.

“We busted out of class 
Had to get away from those fools
We learned more from a three minute record 
Than we ever learned in school
Tonight I hear the neighborhood drummer sound
I can feel my heart begin to pound
You say you're tired and you just want to close your eyes 
And follow your dreams down

We made a promise we swore we'd always remember
No retreat no surrender
Like soldiers in the winter's night with a vow to defend
No retreat no surrender

Now young faces grow sad and old 
And hearts of fire grow cold
We swore blood brothers against the wind
I'm ready to grow young again
And hear your sister's voice calling us home 
Across the open yards
Well maybe we could cut someplace of our own
With these drums and these guitars

We made a promise we swore we'd always remember
No retreat no surrender
Blood brothers in the stormy night with a vow to defend 
No retreat no surrender

Now on the street tonight the lights grow dim
The walls of my room are closing in
There's a war outside still raging
You say it ain't ours anymore to win
I want to sleep beneath peaceful skies 
In my lover's bed with a wide open country 
in my eyes and these romantic dreams in my head 

We made a promise we swore we'd always remember
No retreat no surrender
Blood brothers in the stormy night with a vow to defend 
No retreat no surrender

Ohhhhh Ohhhhh Ohhhhh
Ohhhhh Ohhhhh Ohhhhh
Ohhhhh Ohhhhh Ohhhhh
Ohhhhh Ohhhhh Ohhhhh” –“No surrender” –Bruce Springsteen

Urwaliśmy się ze szkoły, musieliśmy uciec od tych głupków
Więcej nauczyliśmy się z trzy minutowej płyty, niż kiedykolwiek w szkole
Dziś wieczór słyszę perkusję u sąsiada
Moje serce zaczyna walić
Mówisz, że jesteś zmęczony i chcesz tylko zamknąć oczy i podążyć za swymi marzeniami

Złożyliśmy przysięgę, którą obiecaliśmy zawsze pamiętać 
Nie wycofać się, nie poddać się
Jak żołnierze w zimową noc, którzy przysięgali, że będą bronić
Nie wycofać się, nie poddać się

Młode twarze stają się smutne i starzeją się, a płonące serca stają się zimne
Przysięgaliśmy być jak bracia naprzeciw wiatrom
Jestem gotowy by znowu stać się młody
I słyszę głos twojej siostry, która przez podwórko woła nas do domu
Być może moglibyśmy znaleźć sobie jakieś nasze własne miejsce
Z perkusją i gitarami

Jak bracia w burzową noc, którzy przysięgali bronić
Nie wycofać się, nie poddać się

Teraz na ulicy gasną światła
Ściany w moim pokoju zbliżają się do siebie
Na zewnątrz wciąż szaleje wojna
Ty mówisz, że my jej nie wygramy
Chcę spać pod spokojnym niebem w łóżku mojej ukochanej
Z szeroko otwarym światem w moich oczach
I tymi romantycznymi snami” –“No surrender” –Bruce Springsteen

I nagle mnie olśniło. Pamiętam jak Lucy opowiadała o wielkim pogrzebie, na który przyszło prawie całe miasto. Nie było osoby, która nie żałowała tego młodego chłopca. Pewien złoczyńca chciał napaść na bank, a uprzednio strzelić do ochroniarza. Ten chłopczyk- Finn, szedł gdzieś wtedy. Niestety, kula trafiła w Finn’a. Chłopak umarł na miejscu. W mojej głowie pojawiło się jego nazwisko. Clarkson. Tak samo ma Kevin. Finn grał na bębnach, a oni byli najbardziej zżytymi  braćmi o jakich słyszałam.
Kevin kończy grać, a my spoglądamy na niego z bólem w oczach. Po jednym policzku spływa mu pojedyncza łza, której się szybko pozbywa. Nie możemy się powstrzymać, więc podbiegamy do niego i organizujemy grupowy uścisk. W takich chwilach nikt nie powinien być sam.
Potem można usłyszeć kilka przemów, a uzupełniają je piosenki wykonane przez zespół. Aż w końcu nadchodzi utwór, który będzie kończył dzisiejsze spotkanie. Wszyscy mieliśmy go zaśpiewać, razem tak jak na początku. Chcemy pokazać to, że wszyscy mamy wady i nielubiane cechy, ale wierzymy w myśl- co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. Postąpimy tak jak w jednym z odcinków „Glee”. Założymy koszulki z napisami, które prezentują nasze największe wady. Mówiły one: „Nie umiem tańczyć”, „Tęsknota”, „Nos” czy nawet „Szkoła”. Wyszliśmy na scenę i spojrzeliśmy w oczy tym dzieciom. Dzieciom, które skończyły o wiele gorzej niż my. I zaczynamy zauważać, że nasze wady są niczym w porównaniu do ich problemów. Pierwsze dźwięki melodii, a potem już tylko nasz śpiew.

“It doesn’t matter if you love him, or capital H-I-M
Just put your paws up
‘Cause you were born this way, baby

My mama told me when I was young
We're all born superstars
She rolled my hair and put my lipstick on
In the glass of her boudoir
There’s nothin' wrong with lovin’ who you are
She said, cause He made you perfect, babe
„So hold your head up, girl and you’ll go far,
Listen to me when I say”

I’m beautiful in my way
‘Cause God makes no mistakes
I’m on the right track, baby
I was born this way

Don’t hide yourself in regret
Just love yourself and you’re set
I’m on the right track, baby
I was born this way

Ooo, there ain’t no other way
Baby, I was born this way
Baby, I was born this way
Ooo, there ain’t no other way
Baby I was born this way
Right track baby
I was born this way

Don’t be a drag, just be a queen
Don’t be a drag, just be a queen
Don’t be a drag, just be a queen
Don’t be!

Give yourself prudence
And love your friends
Subway kid rejoice your truth
In the religion of the insecure
I must be myself, respect my youth
A different lover is not a sin
Believe capital H-I-M (hey, hey, hey)
I love my life I love this record and
Mi amore vole fe yah (the same DNA)

I’m beautiful in my way
‘Cause God makes no mistakes
I’m on the right track, baby
I was born this way

Don’t hide yourself in regret
Just love yourself and you’re set
I’m on the right track, baby
I was born this way

Ooo, there ain’t no other way
Baby, I was born this way
Baby, I was born this way
Ooo, there ain’t no other way
Baby I was born this way
I'm on the right track baby
I was born this way

(Way, don't be, way)
Don't be a drag, just be a queen
Whether you're broke or evergreen
You're black, white, beige, chola descent
You're lebanese, you're orient
Whether life's disabilities
Left you outcast, bullied or teased
Rejoice and love yourself today
'Cause baby, you were born this way

No matter gay, straight or bi
Lesbian, transgendered life
I'm on the right track, baby
I was born to survive 
No matter black, white or begie
Chola or orient made
I'm on the right track, baby
I was born to be brave

I’m beautiful in my way
‘Cause God makes no mistakes
I’m on the right track, baby
I was born this way

Don’t hide yourself in regret
Just love yourself and you’re set
I’m on the right track, baby
I was born this way

Ooo, there ain’t no other way
Baby, I was born this way
Baby, I was born this way
Ooo, there ain’t no other way
Baby I was born this way
I'm on the right track baby
I was born this way

I was born this way hey!
I was born this way hey!
I’m on the right track baby
I was born this way hey! x2

Same DNA ( hey, hey) But born this way ( hey, hey )
Same DNA ( hey, hey) But born this way ( hey, hey )” -“Born this way” –Lady Gaga

„To nie ma znaczenia jeśli go kochasz , albo stolicę J-E-G-O
Po prostu podnieś łapy w górę
Bo urodziłeś się w ten sposób, kochanie

Kiedy byłam mała, moja mama mówiła mi:
"My wszyscy rodzimy się supergwiazdami."
Kręciła moje włosy i nakładała mi szminkę
W szklance jej buduaru
"Jest wszystko w porządku jeśli kochasz tego, kim jesteś"
Powiedziała: "bo On stworzył cię idealną, kotku"
"Więc podnieś ręce w górę i zajdziesz daleko
Słuchaj mnie kiedy mówię..."

Jestem piękna na swój sposób,
Ponieważ Bóg tworzy bez błędów.
Jestem na właściwej drodze, kochanie
Taka się urodziłam

Nie chowaj się w żalu,po prostu kochaj siebie
I jesteś smutny
Jestem na właściwej drodze kotku,
Urodziłam się w ten sposób

Ooo, tutaj nie ma innej drogi:
Kochanie, urodziłam się w ten sposób 
Kochanie, urodziłam się w ten sposób
Ooo, tutaj nie ma innej drogi
Kochanie, urodziłam się w ten sposób
Jestem na właściwej drodze kochanie
Taka się urodziłam
Nie bądz narkotykiem, po prostu bądź królową!
Nie bądz narkotykiem, po prostu bądź królową! 
Nie bądz narkotykiem, po prostu bądź królową! 
Nie bądz!

Zdobądź rozsądek
I kochaj swoich przyjaciół
Dzieciaku(
raduj się swoją prawdą
W tajemnicy religji
Muszę być sobą, respektować swą młodość
Inny kochanek nie jest grzechem
Uwierz w stolicę J-E-G-O (hey, hey, hey)
Kocham moje życie. Kocham ten rekord i
Mi amore vole fe, yah (miłość potrzebuje poświęcenia)

Jestem piękna na swój sposób
Ponieważ Bóg tworzy bez błędów
Jestem na właściwej drodze, kochanie
Taka się urodziłam

Nie chowaj się w żalu,
Po prostu kochaj siebie i jesteś smutny
Jestem na właściwej drodze kochanie
Taka się urodziłam

Ooo, tutaj nie ma innej drogi:
Kochanie, taką zostałam stworzona!
Kochanie, taką zostałam stworzona!
Ooo, nie tutaj ma innej drogi:
Kochanie, taką zostałam stworzona!
Jestem na właściwej drodze, kotku:
Taka się urodziłam

Nie bądz narkotykiem,po prostu bądź królową!
Nie ważne czy jesteś spłukany, czy zawsze królujesz.
Jesteś czarny, biały, beżowy, Latynos,
Jesteś Libańczykiem, jesteś orientalny
Jakiekolwiek życie stwarza przeciwności,
Skazuję Cię na wygnanie, znęca się lub drażni,
Raduj się i kochaj siebie dzisiaj:
Bo kochanie, taki się urodziłeś

Nie ważne gej, hetero czy bi,
lesbijskie, transseksualne życie,
jestem na właściwej drodze, kotku:
urodziłam się by przetrwać.
Nie ważne czarny, biały czy beżowy,
Latynoski lub orientalny.
Jestem na właściwej drodze kotku:
Urodziłam się, by być dzielną.

Jestem piękna na swój sposób,
ponieważ Bóg tworzy bez błędów
Jestem na właściwej drodze, kotku:
Taka się urodziłam

Nie chowaj się w żalu,
Po prostu kochaj siebie i jesteś smutny.
Jestem na właściwej drodze kotku,
Taka się urodziłam

Ooo, nie ma innej drogi:
Kochanie, taką zostałam stworzona
Kochanie, taką zostałam stworzona
Ooo, nie ma innej drogi:
Kochanie, taką zostałam stworzona
Jestem na właściwej drodze, kotku
Taka  się urodziłam
Taka się urodziłam, hey!





HEj mam nadzieję, że się podoba, bo się bardzo strałam.
Jeszcze jeden rozdział i epilog.
TO OZNACZA KONIEC
Będę się żegnać jak opublokuję zdjęcia mojej książki z obrazki (nie ominie wass ta brzydota)
Dzięki za wszystko
Pozdrawiam xooxoxoxoxoxoxoxo
CZYTASZ=KOMENTUJESZ to bardzo motywuje